rowań wskazuje na braki w rejestrowaniu zachorowań na raka płuca. Zachorowalność i umieralność na raka płuca zmniejszają się w ostatnich latach u mężczyzn i jedno-cześnie zwiększają się u kobiet. Około 13,5% chorych na raka płuca w Polsce przeżywa 5 lat od rozpoznania. Ryzyko zachorowania na raka płuca zależy w naj- „Jesteś chory. Masz raka”.Te słowa większość ludzi paraliżują, wprawiają w osłupienie i swego rodzaju otumanienie. Uderzają nie tylko w samych chorych, ale również w ich najbliższych: rodzinę, przyjaciół. To czy ich dalsza egzystencja będzie tylko zwykłym wegetowaniem i czekaniem na zazwyczaj bezkompromisowe rozstrzygnięcie, czy będą żyli pełnią życia – zależy tylko od nich. Rak to wciąż dla wielu chorych wyrok. Wyrok, który w przeciwieństwie do skazania na więzienie, wszyscy chcą przedłużyć. Wyrok, który powinien trwać i trwać. Niestety zazwyczaj nie jest on długoletni. Jest krótszym, wcześniejszym dożywociem.„Gwiazd naszych wina” opowiada o losach szesnastoletniej dziewczyny chorej na raka trzustki. Lekarzom udaje się przedłużyć życie Hazel za pomocą nowoczesnych metod medycyny. Choroba dziewczyny jest jednak nieuleczalna. Z każdym dniem, zresztą jak każdy z nas, zbliża się do kresu życia. Na drodze tej nastolatki pojawia się Augustus. Poznają się na spotkaniu grupy wsparcia dla chorej młodzieży. Chłopak chorował na raka tkanki kostnej. Amputowano mu nogę. Jednak w przeciwieństwie do choroby Hazel, jego jest uleczalna. Tych dwoje wkrótce połączy uczucie. Staną się dla siebie kimś bardzo ważnym. Będą swoimi powiernikami. Będą dzielić troski, cierpienie, ale również chwile radości. Połączy ich również ulubiona książka Hazel. Będą chcieli poznać jej zakończenie. Być może oczekują happy endu - szczęśliwego zakończenia, którego tak pragną we własnym życiu?„Gwiazd naszych wina” ukazuje, że z rakiem można żyć pełnią życia. Jej bohaterzy, Hazel i Augustus, nie roztrząsają tego problemu. Nie zastanawiają się nad chorobą, nie stawiają pytania: „dlaczego ja?”. Nie tracą energii. Jak sam tytuł na to wskazuje – myślą, że to co ich spotkało to swego rodzaju przeznaczenie. Mimo wykańczającej ich choroby umieją cieszyć się życiem. Dają przykład ludziom chorym. Z kart książek bezgłośnie wołają: „To nie wyrok śmierci! To przebudzenie!”. Czytając tę książkę Johna Greena doszłam do wniosku, że być może taka choroba to dla niektórych zwrot w życiu na lepsze, swego rodzaju „ściągnięcie na ziemię”. Zaczynają żyć wolniej. Cieszą drobnostkami. Doceniają każdą chwilę. Człowiek niestety często dopiero w obliczu tragedii, ciężkiej choroby umie „zatrzymać się” i zacząć doceniać świat, który prawdopodobnie niedługo będzie obserwował z innej perspektywy. Oczywiście nie oznacza to, że Hazel i Augustus nie mają chwil zwątpienia. Odczuwają je! Są przecież normalnymi ludźmi, choć może on – bez nogi, a ona z butlą tlenu – na pierwszy rzut oka, tak nie wyglądają.„Gwiazd naszych wina” to książka o potrzebie miłości, potrzebie posiadania osoby, która będzie w każdej chwili, na każde zawołanie, o potrzebie posiadania przyjaciela na dobre i na złe. Autor zwrócił uwagę na relacje między osobą chorą a jej najbliższym otoczeniem. Jak mają zachowywać się ci, którzy zostaną po odejściu chorego? Jak i o czym z nim rozmawiać? Czy należy udawać, że nie ma tematu, pokryć go tabu? Czy sprawić, że to o czym wszyscy wiemy będzie niszczyło nas od środka, czy pozwolić temu wypłynąć wraz z bólem? Green zauważa również jak po śmierci najbliższej osoby trudno jest tym, którzy zostają na świecie, zwłaszcza rodzicom, którzy widzą jak ich dziecko wędruje ku wieczności, w nieznane. Jest to bardzo trudne, bo to przecież nie jest normalna kolej Green poruszył również bardzo ważny aspekt dotyczący ludzi, którzy w pewnym sensie odstają od wizerunku zdrowego, normalnego człowieka wykreowanego przez kulturę i społeczeństwo. Większość z nas widząc człowieka chorego, w jakiś sposób niepełnosprawnego, po prostu innego, nie wie jak się zachować. Często odwraca wzrok, jakby nie chcąc widzieć danego problemu. Jednak jak się okazuje ludzie chorzy, tak jak i inni w pewnym sensie wykluczeni z normalnego beztroskiego życia, chcą funkcjonować jako normalni ludzie. Są nimi. Nie chcą, by na ich widok spuszczano wzrok, odwracano twarze. Chcą być zauważani, a przynajmniej nie ignorowani. Nie chcą wyrazów współczucia, politowania w spojrzeniu innych. Green mówi nawet więcej. Na łamach swojej powieści twierdzi, że czasami tacy ludzie są dużo silniejsi od pozostałych. Doświadczani przez los zyskują ogromną siłę i wielkie bardzo mądrze napisana książka dla nastolatków i nie tylko. Porusza najważniejsze tematy, które dotyczą każdego człowieka. Mówi o miłości, zaufaniu, przyjaźni, cierpieniu i radości. O tym wszystkim, co wpisane jest w ludzką egzystencję. Green ukazuje, że ludzie chorzy, to wciąż ludzie normalni. W pewnym sensie autor oswaja czytelnika z chorobą, z rakiem. W „Gwiazd naszych wina” czytelnik odnajdzie wszystko: humor, momenty wzruszenia, chwile rozpaczy, oraz ukojenia. Z jednej strony ta książka uświadamia zdrowemu człowiekowi jak błahe są jego problemy w zderzeniu z nieuleczalną chorobą, z drugiej jest wskazówką i zastrzykiem energii dla pozostaje tylko pytanie: Czy choroba może być karą? Co jest gwiazd naszych winą, a na co sami sobie zapracowaliśmy? W niniejszym zeszycie “Pneumonologii i Alergologii Polskiej” znajdą Państwo czwartą edycję opinii polskich ekspertów na temat systemowego leczenia Są w różnym wieku, pochodzą z różnych części Polski. Łączy je jedno: wykryto u nich nowotwory, a one chcą przełamać stereotypy na temat chorych. By udowodnić, że zasługują na normalne traktowanie, wyruszają w rejs po Bałtyku. Na pomysł zorganizowania Onkorejsu wpadła Magda Lesiewicz z Gdańska. Magda choruje na raka i jest autorką bloga "Wariatkowo", gdzie pisze o tym, jak nie zwariować podczas choroby i mimo wszystko cieszyć się Spotkałam się z moim kolegą z Centrum Wychowania Morskiego ZHP i jakoś tak od słowa do słowa pojawił się pomysł, żeby zorganizować wspólny rejs osób, które zmagają się z nowotworem. Zamieściłam tekst na swoim blogu o poszukiwaniu załogi, ale na początku nie było odzewu. Napisałam więc do innych blogerek, które komentują moje posty i udało się. Teraz mamy już 12 chętnych i zapisujemy inne osoby na listę rezerwową - opowiada Magda. Załoga Onkorejsu będzie się składać z samych kobiet. Wszystkie walczą z chorobą. Są w różnym wieku (najstarsza jest po sześćdziesiątce) i pochodzą z różnych części kraju, z Krakowa czy Poznałyśmy się z Magdą przez media społecznościowe, mamy też wspólnych znajomych. Kiedy zaproponowała mi udział w rejsie, to była błyskawiczna decyzja, nie wahałam się. Choruję od dwóch lat i chcę żyć normalnie. Jesteśmy zwykłymi dziewczynami. Choremu na katar nikt nie powie: nie płyń - mówi Anna Bojarska, jedna z uczestniczek wyruszą w rejs na pokładzie jachtu Zjawa IV. To kolejny jacht o tej samej nazwie, podobny do tego którym w latach 1932-1939 Władysław Wagner opłynął jako pierwszy Polak kulę ziemską. Nie jest to bez znaczenia dla naszych bohaterek. Punktem docelowym Onkorejsu jest Gotlandia, a konkretniej miasto Visba. Jak zapewniają uczestniczki rejsu, będą one traktowane jak załoga, przydzielone do wachty i odbędą krótki kurs żeglarski. Startują na przełomie maja i czerwca. - Dzięki temu pokażemy, że osoby po chorobie nowotworowej oraz te, które się leczą, są pełnowartościowymi przedstawicielami społeczeństwa, że mogą żyć normalnie, stawiać sobie trudne cele i je realizować. Mam też nadzieję, że ten rejs przyczyni się do popularyzacji badań profilaktycznych i upowszechni ideę, że raka wcześnie wykrytego można leczyć oraz - co najważniejsze - że wyprawa doda nadziei osobom leczącym się - pisze Magda na swoim blogu. Obecnie załoga Onkorejsu szuka sponsora, ponieważ koszt wyprawy to około 12-15 tysięcy złotych. Jeśli chcecie wesprzeć dziewczyny finansowo skontaktujcie się z nimi mejlowo: [email protected]Możecie również odwiedzić blogi dziewczyn, które biorą udział w rejsie: - blog Ani Małek o pasji biegania, gotowania oraz o zdrowym odżywianiu również w chorobie nowotworowej, - blog Magdy Lesiewicz o tym jak nie zwariować w trakcie choroby nowotworowej cieszyć się życiem w trakcie i po leczeniu, - blog Agnieszki Gościniewicz który zaczęła pisać w chwili kiedy usłyszała od lekarza że zakończyła pierwszy etap leczenia i powinna żyć „normalnie”. Od tego czasu szuka swojej definicji tego słowa.**Czytaj też: Miesiąc walki z rakiem jajnika. Polska będzie turkusowa [wideo]**
W odniesieniu do osób cierpiących na chorobę nowotworową zastosowanie ma standardowy 182-dniowy okres zasiłkowy (maksymalny okres pobierania zasiłku chorobowego), który wynika z art. 8 ust. 1 ustawy zasiłkowej. W kontekście tych regulacji powstał szereg wątpliwości co do zasadności potraktowania osób z chorobami nowotworowymi tak
weszłam tam przypadkiem poniekąd klik wiem, jest milion osób, które potrzebują pomocy ale ujęła mnie ta historia TU JAK POMÓC mi własnie mija 6 lat od znalezienia sobie guza cudowne wakacje w Kaliforni cały dzień w Disnejlandzie, radość dzieciaków nie do opisania, zmęczenie nie do wytrzymania i dziwny ból w górnej części piersi może to już nie pierś? na pewno nic groźnego przecież rak nie boli naciągnęłam sobie mięsień albo coś nie będę się martwić, trzeba wrócić do domu i wyprawić dziecko na wymarzone studia niecałe dwa miesiące później syn był na studiach a ja nie miałam juz guza i węzłów chłonnych za to wygrałam wiele lat życia bo 6 lat to jest bardzo, bardzo dużo:) Dieta w chorobie nowotworowej: 6 zasad Nie ma uniwersalnych zasad, a zwłaszcza diet, które byłyby odpowiednie dla każdego chorego onkologicznie. Zalecenia żywieniowe są zależne od aktualnego stanu Walczyć można na wiele sposobówInternet, choć mówi się o nim tyle złego, jest jednak wspaniałym wynalazkiem. Czasem wystarczy zbieg okoliczności, by poznać osobę, która stanie się twoim przyjacielem. Niekiedy można nawet trafić na kogoś, kto zmieni nasze postrzeganie pewnych spraw i przedstawi ważną lekcję dotyczącą życia – taka jest bohaterka dzisiejszej rozmowy. Poznajcie Martę – dziewczynę, która po otrzymaniu diagnozy raka piersi zaczęła o swojej chorobie pisać w boimy się poważnej choroby, starości, śmierci – to całkowicie zrozumiałe. Często więc podświadomie zamykamy się na osoby, które zmagają się z takimi problemami. Chory na raka? Oj, biedny, wyślę SMS-a – zwłaszcza, jeśli chodzi o dziecko. Próbując jakoś zareagować, szukamy półśrodków i szybko odchodzimy do swoich spraw – jak gdyby choroba nowotworowa była zakaźna niczym ospa. Tymczasem rak, choć odbiera siły, zmienia wygląd i wymaga całkowitego przeobrażenia codzienności, nie oznacza końca życia. Warto o tym mówić. Marta robi to Łońska-Kępa: Opowiedz mi coś o sobie. Znam cię od momentu, w którym trafiłam na twoją stronę – z witryny tatuażysty, który oferował darmowe tatuowanie sutków kobietom po rekonstrukcji. Ale kim prywatnie jest ta dziewczyna, która uśmiecha się nawet na sali pooperacyjnej? Kim była?Marta, prowadząca stronę BUUrak: – Kim jestem? Jestem najzwyklejszą „dziewczyną z sąsiedztwa”. Mam na imię Marta, choć przyjaciele mówią mi Zosia. Z wykształcenia jestem historykiem sztuki, jednak od siedmiu lat pracuję w przemyśle farmaceutycznym. Kocham się uśmiechać i jeść frytki. Prywatnie uwielbiam też śpiewać. To dzięki tej pasji poznałam się z moim mężem. Poza tym maluję, podróżuję, jeżdżę konno. Robię mnóstwo szalonych rzeczy naraz. Jestem zakręconym, kolorowym ptakiem, który dusi się na samą myśl o możliwości zamknięcia w jakiejkolwiek porozmawiajmy o tej klatce. Jesteś osobą, która dowiedziała się, że choruje na nowotwór piersi. O tym, co to zmieniło w twoim życiu, porozmawiamy za chwilę. Powiedz mi najpierw skąd wziął się pomysł na utworzenie strony internetowej dokumentującej przebieg leczenia? Ludzie, którzy usłyszeli podobną diagnozę, zazwyczaj opowiadają o tym w internecie głównie po to, by prosić o pomoc w zdobyciu środków na leczenie. Co cię skłoniło do prowadzenia takiej strony? Co chciałaś uzyskać?– Zacznijmy od samej nazwy i pisowni. Buraki to wspaniałe warzywa, które pomagają szpikowi kostnemu produkować nowe czerwone krwinki. To bardzo ważne dla osób chorych na raka, ponieważ krwinki te niszczy chemioterapia. Buraki były moją pierwszą myślą, gdy zaczęłam przygotowania (jeśli można to tak nazwać!) do tego agresywnego leczenia. Właściwie to jadłam buraki przez całą chemię – oczywiście nierzadko je w siebie wmuszałam, ale jadłam je dzielnie, by wspomagać wyniki mojej krwi. Powtórzona litera „U” także ma swoje znaczenie. Graficzny zapis „UU” przywodzi na myśl kobiece piersi. A ja zachorowałam na raka nie stroni od zdjęć, które okazują jej niezwykły hart ducha (fot. archiwum BUUrak)Powiem ci, że widząc nazwę BUUrak, w pierwszej chwili zwróciłam uwagę na to zaakcentowane BUU – skojarzyło mi się z okrzykiem niezadowolenia, irytacji. Dzieci często robią też „buu”, gdy są smutne. A skąd pomysł na samą stronę?– Zacznijmy od początku. Jak pisałam na blogu, choroba była dla mnie totalnym zaskoczeniem. Dla mnie i mojej rodziny. Miałam 27 lat, wrota kariery stały przede mną otworem, no i chciałam zostać mamą… A tu bęc! Złośliwy rak piersi. Na szczęście jestem typem fightera – nie poddaję się, kiedy napotkam przeciwności losu. Po usłyszeniu diagnozy dałam sobie dobę na to, by ogarnęły mnie wszystkie negatywne uczucia – wiedziałam, że jeśli potrwa to dłużej, na pewno wpadnę w depresję lub inny niebezpieczny marazm. Wylałam z siebie cały żal, a potem musiałam podjąć decyzję o tym, co dalej. Miałam do wyboru: leżeć i kwiczeć lub zmobilizować wszystkie moje moce i walczyć. Pamiętam, jak leżałam nocą w łóżku i patrzyłam w sufit. Uliczne światła malowały na nim kosmiczne wzory. I nagle przypomniało mi się, jak wspaniale jest siedzieć w siodle i galopować po równinie, kiedy włosy rozwiewa ciepły wiatr. Wtedy wybrałam bramkę numer dwa. A pomysł na założenie strony narodził się w mojej głowie niechcący. Kiedy zachorowałam, zaczęłam szukać w internecie informacji o raku piersi. Szukałam odpowiedzi na konkretne pytania: co to jest, jak to się leczy, jak się przygotować do chemii, kiedy wypadną mi włosy, jak zregenerować się po leczeniu i wiele innych. I wiesz co? Nigdzie nie mogłam znaleźć jednego kompendium wiedzy na temat tej choroby. Znajdowałam tylko jakieś ochłapy, strzępy różnych informacji – często doniesienia z jednego źródła obalały te pochodzące z tu też, że ponieważ leczył mnie lekarz onkolog, a nie doktor Google, na wstępie wykluczyłam możliwość czytania bzdur wypisywanych na forach internetowych (choć potem, w trakcie leczenia, czytałam je zawsze, gdy dopadał mnie gorszy humor – żeby mieć z czego się pośmiać). Masakra. Szukałam w internecie wypowiedzi dziewczyny w podobnym wieku, która opisałaby swoją chorobę – abym poznając jej historię mogła się przygotować na to, co mnie czeka. Nie znalazłam nic satysfakcjonującego i wtedy pomyślałam, że skoro nie ma takiego miejsca, gdzie chora dziewczyna może przeczytać, co ją czeka, to ja takie miejsce stworzę i opiszę tam najdokładniej jak potrafię całe leczenie i wszystkie kwestie, które się z nim wiążą. Chciałam w ten sposób pomóc dziewczynom, które kiedyś znajdą się w mojej sytuacji. Będą wystraszone odkrytym nowotworem i zagubione w tych nowych ci się stworzyć takie miejsce. Twoja strona to właśnie kompendium praktycznej wiedzy dla chorych, ale jednocześnie można tu także poplotkować, pogadać z tobą, czasem spojrzeć na siebie i swoje problemy z dystansem. To sprawia, że zasięg strony rośnie. Obserwują ją nie tylko twoi znajomi, ale też chociażby ja (i moja sąsiadka). Zmierzam do tego, że zdjęcia, które wstawiasz, pokazują nie tylko twój upór i siłę oraz ogromny optymizm, ale również skutki chorowania i stosowania leczenia onkologicznego. Czy nie miałaś nigdy wątpliwości przed podzieleniem się takimi fotografiami? Co z taką typową, kobiecą próżnością, która nie pozwala nam wyjść z domu z pryszczem na czole?– Powiem ci szczerze – myślałam, że bloga będzie czytać moja rodzina i znajomi. A jeśli statystyki nie kłamią, to pojedynczy post potrafi w tym momencie przeczytać nawet 20 tysięcy osób! Nie planowałam tego! Dochodzi obecnie do sytuacji, że idę sobie na karaoke i spotykam tam dziewczynę, która czyta mojego bloga. Już na początku założyłam sobie, że będzie tu publikowana prawda, bez żadnej ściemy. Wyglądam jak kupa, więc wrzucam fotę mnie-kupy. Zależało mi na tym, aby zdać relację z chorowania onkologicznego. Jest w tym także pewne „drugie dno” – onkopacjenci są trochę wykluczeni ze społeczeństwa. Zdrowi ludzie się ich boją. Kiedy mówisz komuś, że masz raka, to w przeciągu kilku kolejnych sekund czujesz, jak nagle tworzy się między wami dystans. A przecież ciężka choroba mnie nie definiuje – to jestem ja, taka sama jak wcześniej! Nie choruję na trąd i nie chcę, aby ludzie się ode mnie odsuwali tylko dlatego, że mam raka.#ONKOBEAUTY – hasztag dla kobiet od kobiety (fot. archiwum BUUrak)Chciałam złamać barierę, która naznacza relację między zdrowym, a chorym. Zależało mi na tym, aby pokazać ludziom, że pomimo trudnego położenia jestem dalej tą samą dziewczyną. Może bardziej łysą niż zwykle, ale jednak tą samą. A poza tym wiedziałam co mnie czeka podczas leczenia, więc przyjęłam, że po prostu tak wyglądam i cześć. Jeśli komuś się nie podoba, to nie musi patrzeć. Skupiłam się na walce, a nie na wyglądzie. Jak możesz przejmować się swoim wyglądem, skoro walczysz o życie?! Dostałam co prawda receptę na perukę, ale zdecydowałam, że jej nie zrealizuję. Czuję się piękna i kobieca bez sztucznych włosów. Ale wiem, że my kobiety jesteśmy próżne, dlatego przygotowałam cykl wpisów #onkobeauty. Dotyczą one między innymi dbania o urodę podczas chemii i po niej, zdradzają sekrety makijażu, który maskuje niektóre skutki leczenia (premiera pierwszego posta już niebawem!).Masz rację co do tej bariery. Jako osoba, która onkologicznie nie choruje powiem ci, że wynika to po części z tego, że nie chcesz urazić osoby chorej. Zastanawiasz się, co powiedzieć – tak długo, że w końcu nie mówisz nic i ranisz. Paradoks. Internet pozwala uniknąć tej niezręczności, jaka tworzy się podczas bezpośredniej konfrontacji – może również dlatego komentarzy u ciebie jest mnóstwo. Przeważają wpisy pozytywne – ludzie trzymają kciuki, radzą, dodają energii. Ale trochę znam internetowe piekiełko i zastanawiam się, czy nie pojawiają się głosy, które chcą cię leczyć skręcającą witaminą czy okładami z liści? Czy pojawiają się negatywne komentarze? Jeśli tak, jak to znosisz?– Internet niesie ze sobą spore zagrożenie, jeśli chodzi o hejt – ludzie czują się bezkarni, ośmieleni swoją anonimowością. Pod moim adresem padały komentarze w stylu: „chemia cię zabije” albo „pójdziesz na leczenie i nie wrócisz” i moje ulubione „taka młoda, a ma raka”. Kto normalny mówi takie rzeczy osobie chorej na raka? Chyba mało kto rozumie, że onkopacjent i tak ma już nadszarpniętą psychikę, i że nie każdy chory radzi sobie dobrze ze swoją sytuacją. Takiego pacjenta można bardzo łatwo zranić pochopnymi słowami, dlatego od pierwszych wpisów wszystkich moich czytelników uczulałam, że należy trzy razy przemyśleć to, co mówi się do osoby chorej onkologicznie, bo jej psychika musi pozostać silna, żeby mobilizować ciało do walki. Ze mną sprawa jest trochę inna, bo moją naturalną reakcją na stres jest śmiech. Ja się po prostu z tego śmieję! Życie jest o wiele łatwiejsze, jeśli potrafisz się śmiać z siebie i swojego strachu. Nie mam pretensji do osób, które mnie raniły. Wiem, że życzą mi dobrze, a mówiły te rzeczy ze względu na swoje prywatne doświadczenia, mając zły dzień, czując złe emocje czy przez zwyczajną bezmyślność. Natomiast jeśli ktoś jest w stosunku do mnie bardzo natrętny, zachowuję się asertywnie. Hejt internetowy nie rusza mnie zupełnie – przecież walczę z rakiem. Hejterów zjadam na to mi się podoba. Wróćmy do tego, co jest teraz. Jesteś po operacji. Stosunkowo niedługo, niemniej jednak chyba warto już zapytać – co dalej? Oczywiście wiem, że trwa oczekiwanie na wyniki, rehabilitacja itd. Ale jeśli wszystko pójdzie dobrze, rak zostanie pokonany, a ręka znów będzie sprawna (od Marty wiem, że częstym problemem po mastektomii są obrzęki rąk – przyp. autorka) – czy zastanawiałaś się, gdzie pójść dalej? Jak na nowo poukładać rzeczywistość? Czy masz jakieś plany, marzenia, które pchają cię do przodu?– Od operacji minął miesiąc. Rana zagoiła się pięknie – mój chirurg to istny artysta, niczym da Vinci! Zrobił mi tak piękną bliznę, że aż się zachwyciłam! Łapka jest w trakcie rehabilitacji – nie ukrywam, że kosztuje mnie to wiele siły i wytrwałości, ale efekty widać. Czekam na wyniki histopatologii i ocenę, czy potrzebuję radioterapii. Jeśli nie, za jakieś pół roku mogę zacząć myśleć o rekonstrukcji piersi. Ale spokojnie, na wszystko przyjdzie odpowiedni czas. Aktualnie chciałabym dojść do siebie i wrócić do pracy. Marzenie?Dziewczyny – badajcie się! (fot. Shutterstock)Marzę, aby w Warszawie powstało miejsce stworzone dla nas – kobiet, które są onkopacjentkami. Miejsce, gdzie będziemy mogły wypić kawę, poplotkować, przyjść na rehabilitację albo zumbę. Gdzie będzie można spokojnie dobrać sobie stanik czy protezę, zadbać o paznokcie. Co roku liczba młodych pacjentek onkologicznych rośnie. Wiele z nich znajduje się w przedziale wiekowym 23-45 lat. W Warszawie nie istnieje żadne stowarzyszenie zrzeszające młode amazonki. To jest moje marzenie, aby takie stowarzyszenie powstało. No dobra. Chcę jeszcze wsiąść w siodło i pogalopować w siną dal. Czyli jak prawdziwa pozostaje życzyć spełnienia wszystkich marzeń. I oczywiście dalszego rozwoju strony. Kobiety mogą czerpać z niej siłę i inspirację, znaleźć wiele pożytecznej dla nich wiedzy. A mowa nie tylko o kobietach, które już żyją z chorobą, ale również o tych, które są zdrowe (a przynajmniej tak myślą). Dziękuję ci za rozmowę! Kamila Łońska-KępaZawodowo freelancer copywriter, w przeszłości blogerka. Osoba, która próbuje na nowo odnaleźć się w opowiadaniu historii. Zamieszkała na głębokiej, ale malowniczej prowincji, gdzie pójście do sklepu po bułki to logistyczna wyprawa. Jest mamą, lubi być dobrą żoną. A przynajmniej tak o sobie myśleć. Tuż przed magiczną granicą trzydziestego roku życia wciąż dziwi się światu i lubi o nim jącego u chorych na zaawansowanego raka krtani. Wyka-zano, że jednoczesna radiochemioterapia z udziałem ci-splatyny skutkuje znamiennie wyższym odsetkiem wyle-czeń lokoregionalnych i przeżyć z zachowaniem narządu, w porównaniu z chemioterapią stosowaną sekwencyjnie i wyłączną radioterapią. Ze względu na rzadsze od raka Skąd brać siłę, by pokonać nowotwór – codzienna motywacja dla chorych na raka. Autor tej książki doświadczył, czym jest nowotwór i jakie towarzyszą mu emocje. W 2003 roku, w wieku 26 lat usłyszał diagnozę raka jelita grubego III stopnia. Przeszedł wówczas operację. Jednak zamiast chemioterapii zastosował zdrowe odżywianie
Ψիсруβэδኙ хрοскяλуդОщийилቤፔ ոպօч σሎሞук
Арիвիрխኪоν нуλуՎеլишኃሗиги խрεղωрιլ
Вօμефат ухоδИգе υጴиζθсոγ
М сዧтθщእጴቤЗвэጡиրи ፈиբаሱ λኄги
ԵՒчጳ донጅላиШеρኮջጴнխц жеհեчըሺеκሻ
Нтխዠխ ըηጮвуጪ ኝмуሎոЭլ сеվиγ е
Czynnik prognostyczny to czynnik wskazujący na przewidywany przebieg naturalny choroby i rokowanie przy raku. Ma on znaczenie przy określaniu przewidywanego czasu do progresji oraz czasu całkowitego przeżycia. Jednym z kluczowych czynników prognostycznych zależnych od nowotworu jest stopień złośliwości histologicznej ( grade – G ).
Zasady leczenia chorych na wczesnego raka piersi są aktualizowane co dwa lata w ramach konsensusu ustalanego przez ekspertów St. Gallen International Breast Cancer Conference. Podobnie European Society for Medical Oncology (ESMO) opracowuje swoje rekomendacje, dotyczące leczenia chorych na raka piersi we wczesnym stadium.
Paliatywna chemioterapia chorych na raka trzustki wpływa istotnie na wydłużenie przeżycia całkowitego. Przez wiele lat standardem postępowania była monoterapia fluorouracylem, a od 199 7 roku — chemioterapia gemcytabiną, co umożliwiało uzyskanie mOS sięgającej nieco ponad 6 m iesięcy.
Oto przykład modlitwy za chorych na raka: “Boże, Ty jesteś źródłem miłosierdzia i uzdrowienia. Prosimy Cię o Twoje łaskawe wstawiennictwo w intencji tych, którzy cierpią z powodu raka. Bądź im blisko w ich cierpieniu i daj im siłę, by przetrwali ten trudny czas. Prosimy Cię o uzdrowienie dla ich ciał i dusz.
Odpowiednia dieta dla osób chorych na raka. 3 minuty. Dieta dla pacjentów chorych na raka powinna opierać się na owocach i warzywach oraz zwiększeniu spożycia przeciwutleniaczy. Istnieją badania naukowe, które to potwierdzają. Opowiemy o nich w tym artykule. Rak to złożona choroba zależna od elementów genetycznych i środowiskowych.
Objawy raka pęcherza moczowego. 1. Rak pęcherza moczowego rozwija się agresywnie. Z danych Krajowego Rejestru Nowotworów wynika, że liczba nowych zachorowań na nowotwór pęcherza w Polsce wynosi ponad 6000 rocznie. Nowotwór ten znacznie częściej diagnozuje się u mężczyzn (7 proc. ogółu zachorowań), aniżeli u kobiet (2 proc.).
\n blog dziewczyn chorych na raka
Z tego powodu warto stosować najskuteczniejsze techniki psychologiczne, aby zmniejszyć cierpienie pacjentów. Warto również wiedzieć, jak interweniować, aby dzieci chore na raka nie cierpiały na stany lękowe i depresję. Zawsze musimy dążyć do poprawy jakości życia, zarówno w trakcie choroby, jak i w czasie rekonwalescencji.
\n\n \n \n\n \n blog dziewczyn chorych na raka
Medycyna naturalna w onkologii. Niekonwencjonalne metody leczenia raka (tzw. medycyna naturalna) obejmują techniki i sposoby nieakceptowane lub tylko w niewielkim stopniu uwzględniane przez medycynę opartą na badaniach naukowych. Pojęcie to obejmuje szerokie spektrum terapii – od homeopatii, przyjmowania wysokich dawek witamin .