Jaki jest najlepszy czas na łowienie sumów w rzekach? najlepiej łowić sumy w rzekach rano i w nocy., Od sierpnia do października Sum intensywnie żeruje na zimę, a temperatura wody sprawia, że gryzą więcej. Disclosure: w BonfireBob polecamy produkty oparte na bezstronnych badaniach, jednak BonfireBob.com jest obsługiwany przez Tomasz P. 31 sierpień 16 Łowienie nad rzekami ma swój urok. Są to łowiska o wiele bardziej trudne i wymagające aniżeli stacjonarne zasiadki nad zbiornikami w których woda nie płynie. Nad rzeką pod uwagę musimy wziąć praktycznie wszystko, poczynając od szybkości nurtu, ukształtowania dna, miejsca na rzece oraz przede wszystkim odpowiedniego podania przynęty i zanęty. Chyba najbardziej popularną metodą zaraz za przystawką spławikową, jest rzeczna przepływanka. Metoda ta polega na tym że nasza przynęta ma imitować naturalne ruchy innych pokarmów ryb rzecznych, a więc spływać swobodnie zgodnie z biegiem rzeki. Wszystko wydaje się bardzo proste, jednakże teoria a praktyka to oczywiście dwa inne bieguny. Łowienie na przystawkę powinniśmy rozpocząć od znalezienie odpowiedniej miejscówki, o którą będzie bardzo, ale to bardzo ciężko. Powinniśmy znaleźć miejsce o równym nurcie, bez spokojnej wody, ale także z dnem pozbawionym zaczepów, dużych kamieni oraz wyglądającym właściwie jak blat – prostym, bez zagłębień oraz wypłyceń. Jeżeli już po wielu próbach uda nam znaleźć się idealne miejsce pod łowienie na przepływankę, wtedy powinniśmy dobrać odpowiedni zestaw i sprzęt. Wędka to oczywiście w zależności od naszych upodobań bat, tyczka bądź bolonka. W niektórych miejscach sprawdzi się stary i poczciwy teleskop ( ważne by był dłuższy aniżeli głębokość miejsca w którym łowimy o ponad metr ). Następnie powinniśmy dobrać spławik, tak by nasz zestaw nie płynął zbyt wolno ale także zbyt szybko. Powinien on płynąć równo z uciągiem rzeki, jest to na początku trudne do zrozumienia, jednakże spędzając kilkadziesiąt bądź kilkaset godzin nad rzeką, poznacie ją na tyle by móc potrafić ją po prostu „ przeczytać ‘’. Gdy już dobierzemy odpowiedni spławik ( 2-15g ) musimy wygruntować nasz zestaw tak, by pływał on dosłownie kilka centymetrów nad dnem, a ryby które przypłyną do zanęty po prostu pobierały naszą przynętę otwierając mordkę. Warto także bardzo mocno przyłożyć się do nęcenia, kule powinny być umocnione dobrym klejem, przykładowo collerem bądź bentonitem i postawione w jednym miejscu – dokładnie w tym przez który będzie przepływał nasz zestaw. W ten sposób jesteśmy niemal pewni złowienia jakiejkolwiek ryby, a szczegóły zadecydują czy ryb tych będzie bardzo dużo czy też mniej. Na koniec chciałem dodać by początkujący rzeczni łowcy nie zrażali się ogromem trudu który trzeba wykonać by poznać rzekę – niestety każdy z nas już to przechodził lub będzie musiał przejść jeżeli chce łowić skutecznie nad rzekami naszego kraju. Kliknij "Subskrybuj", a nie umkną Ci kolejne produkcjehttps://www.facebook.com/feederteamrzeszowZapraszamy do dyskusji!CURRENT Productionhttps://www.faceb
W UK na wielu łowiskach obowiązuje zakaz zestawów 'blokowanych'. Czymkolwiek - czy to śruciną, czy stoperem. Ciężarek, koszyk, muszą być przelotowe. Chodzi tu o bezpieczeństwo ryb - jeżeli ta urwie żyłkę i wpłynie w zaczep - to w pysku pozostanie jej tylko i wyłącznie kawał żyłki, bez całej reszty - która może spowodować jej śmierć. Na Bury Hill widziałem zaczepiona rybę - która cały dzień szarpała się w zaroślach. Na pewno ktoś używał źle wykonanego zestawu ciekawe prestonowski method feeder jest uznawany za zestaw 'pół zblokowany' (Drennan blokuje sie bardzo mocno - i ten uznałbym za zblokowany) - i jeżeli chce się go używać, trzeba wymienić oryginalny łącznik na na taki jaki ma Drennan na przykład lub Korum, luźny, nie łączący sie z podajnikiem. Trochę to śmieszne - bo ryba pozbyła by się tego, ale cóż, z przepisami się nie 'dyskutuje'. O ile feederowe zestawy są słabe - to uwierzcie mi - karpiarze używają wielkich haków, często plecionek na przyponach... Teraz jest pełno specjalnych łączników które odblokowują ciężarek jak ryba wpłynie w zaczep - ale i te mogą być zakazane... Petrosbike - nie zawsze powinniśmy mocować żyłkę do dna... Ideą jest jak najlepsza prezentacja przynęty. O ile na wodzie stojącej - przesuwany przez wiatr zestaw spławikowy powoduje przesuwanie sie przynęty - demaskując zestaw - to na rzece jeżeli przynęta poddaje się ruchom wody - wygląda naturalnie. Na przykład dwa białe robaki na haku, które są 'rolowane' po dnie i czasami unoszą się kilka-kilkanaście centymetrów nad dnem, na przyponie będą też unosic sie to opadać. Ryba powinna zawsze podchodzić 'pod prąd' więc raczej nie zaczepia się o żyłkę. Na spokojniejszej rzece zaś spoczywa na dnie. Tonąca żyłka na przyponie - na danej odległości od ciężarka jest zatopiona i całkiem na dnie, nie powinno być tu problemu. Rurka antysplątaniowa w ogóle nie jest potrzebna - w Polsce stosuje sie ja nie rozumiejąc do końca 'mechaniki' działania całego zestawu. Tak naprawdę to to oferuje ona wygodne połączenie koszyczka z zestawem - i to by było na tyle. Teraz w dobie haków włosowych nie ma sensu jej do ciężarków i tego jak na nie reaguja ryby - to filmy podwodne pokazują - jak ryby zbliżając się do koszyczka lub ciężarka odbijaja w bok i nie żerują. Bardzo często znają już taką pułapkę - dlatego też dłuższe przypony dają więcej brań. Fluorocarbon na spokojnych rzekach jest skuteczniejszy niż żyłka - na szybkich ednak swą sztywnością płoszy ryby i może spowodować to, że brań będzie zestaw o którym piszesz - w UKwygląda tak, nazywa się link ledger rig. Używa sie go do łowienia kleni, okoni, brzan, inne ryby tez mogą sie trafić :Łowi sie trzymając zazwyczaj żyłkę w palcach , wypuszczając z kołowrotka, ryby nie lubią czuć oporu - dlatego śruciny SSG sa lepsze niż gruntowe ciężarki. Ryby szuka się oferując jej naturalnie podążającą w dół rzeki przynętę... Skuteczna metoda, zwłaszcza na pewne pory roku i specyficzne rzeki. W Polsce wiele jest kamienistych - uniemozliwiających takie łowienie niestety...A duże podajniki uzywa się do łowienia większych karpi. Taka przynajmniej jest idea... Nie słyszałem aby jakiś karpiarz ich uzywał, i przeglądając gazety, żadn karp nie pada na ten system. Jednak powstał on, gdyz na zwykłe podajniki do Metody w jakis sposób nie łowi sie większych sztuk. Takie powyżej 10 kilo to rzadkość. Są one wolne - i przegrywają z szybkimi i sprawniejszymi, mniejszymi pobratymcami. Dlatego większa ilość zanęty ma tutaj pomóc, do tego większy ciężar pozwala na dalsze zarzuty. Miks do nich musi byc raczej mocno klejący, powoli uwalniający zawartość, a co najważniejsze - wytrzymujący uderzenie o wodę. Można nim łowić w nocy - w przeciwieństwie do zwykłej Metody, która sie nie sprawdza wtedy (chyba, że ktoś widzi w ciemnościach jak kot). Nie trzeba feedera wtedy tylko można używać karpiówki z alarmem. Jeżeli pomyślimy - to taki podajnik położony na dywanie z ziaren i pelletów - wyróżnia się i powinien dać szybciej branie. Oczywiście o ile nie ubiegnie dużego karpia lin, leszcz lub inna mniejsza ryba (zanęta zwabia te gatunki właśnie).
Siemano, dzisiaj wybrałem się na lekki spinnning!Łowiłem na rzece ,,Jeziorce"!Celem wyprawy były okonie!Zobacz sam jakie ryby udało mi się złapać ;)Mam nadzi Spis treści Jaka wędka do Method Feeder?Jaki kołowrotek do Method Feeder?Jakie akcesoria do Method Feeder?Jaka zanęta do Method Feeder?Jakie przynęty do Method Feeder?Taktyka łowienia na Method FeederRyby na Method Feeder Rynek wędkarski w ostatnich kilku latach rozwija się bardzo intensywnie. Co jakiś czas wędkarze otrzymują możliwość zakupu nowego sprzętu, jednak postęp widoczny jest nie tylko w podstawowych gadżetach wędkarskich takich jak wędziska, kołowrotki czy przynęty, ale też w samym sposobie łowienia ryb. W ostatnim czasie bez dwóch zdań taką nowinką jest technika łowienia ryb zwana Method Feeder. Popularna „metoda” bardzo szybko podbiła serca wielu wędkarzy. Co więcej, jest skuteczna nie tylko na łowiskach komercyjnych, ale też na wodach PZW i to w zasadzie przez cały czas trwania sezonu wędkarskiego. Oczywiście, aby skutecznie łowić ryby potrzebny jest odpowiednio dopasowany sprzęt wędkarski i to bez względu na to, czy mówimy o łowieniu na spławik, z gruntu, spinning, czy też o łowieniu na Method Feeder. Jak więc zacząć swoją przygodę z metodą? Warto wiedzieć na początek na czym polega sama idea łowienia tą techniką. „Metoda” opiera się na bardzo dokładnym, wręcz punktowym łowieniu. Taki sposób podawania zanęty i przynęty ma pozwolić regularnie odławiać ryby. Moda na Method Feeder przywędrowała do nas z Wielkiej Brytanii, gdzie miejscowi wędkarze wykorzystują ją głownie do łowienia karpi, leszczy i linów na wodach klubowych. Każdy wędkarz, bez względu na to jaki staż nad wodą posiada wie, że na sukces lub porażkę na łowisku wpływa bardzo wiele czynników. Mają one znaczenie w każdej metodzie wędkarskiej. Jednym z kluczowych elementów jest odpowiednie dopasowanie i dobranie sprzętu. Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że przecież sama wędka z kołowrotkiem nie złowi za nas ryb. To prawda, sprzęt wędkarski, także w technice Method Feeder jest ważnym ogniwem całej wędkarskiej układanki. Jaka wędka do Method Feeder? Na początek zastanówmy się jaką wędkę do Method Feeder wybrać i czym kierować się dokonując zakupu. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że wybór wędki do Method Feeder jest bardzo prostą sprawą. Nie jest zbytnim problem wpisanie w wyszukiwarkę internetową hasła „wędka do Method Feeder” i następnie przejście do pierwszego lepszego sklepu internetowego, gdzie mamy dziesiątki modeli wędzisk dedykowanych tej technice. Podobnie w sklepie stacjonarnym, jeśli zapytamy sprzedawcę o wędkę do metody, zapewne na dzień dobry otrzymamy kilka modeli różnych producentów. O ile doświadczony wędkarz z reguły wie czego szuka, ma pewne przemyślenia co do parametrów kija do metody, o tyle początkujący amator wędkarskiej przygody może czuć się nieco przytłoczony ilością sprzętu, czy też natłokiem informacji, które musi uwzględnić przy swoim pierwszym wyborze. Oczywiście nikt nie chce dokonywać złych wyborów, ale o taki jest naprawdę nietrudno. Dlatego też, dokonując swojego pierwszego wyboru wędki do Method Feeder, musimy zwrócić uwagę na kilka istotnych parametrów, które będzie posiadać każda wędka, bez względu na to która firma ją wyprodukowała. Trzeba pamiętać, że wędzisko do każdej metody wędkarskiej, w tym także do Method Feeder, dobieramy według kilku przesłanek, w tym charakterystyki łowiska, na którym będziemy chcieli łowić. Bez dwóch zdań istotnym parametrem wędziska do metody, na który musimy zwrócić uwagę jest długość kija. Początkowo najpopularniejsze było stosowanie dwóch długości – 300 i 330 cm, jednak w ostatnim czasie coraz chętniej wielu wędkarzy sięga po modele dłuższe od 360 po 390 a nawet 420 cm. Skąd tka rozbieżność? Wszystko zależy od specyfiki łowiska. W Wielkiej Brytanii – kolebki techniki Method Feeder, wiele jest łowisk o stosunkowo małej powierzchni, dlatego też używanie wędzisk o długości czy metra jest zasadne. Delikatniejszy zestaw z lekkim podajnikiem sprawdza się w takim przypadku w stu procentach. Jednak wielu wędkarzy ceni sobie Method Feeder jako świetny sposób na łowienie ryb z dystansu. Szczególnie na łowiskach komercyjnych ryby bardzo często odsuwają się z dala od brzegu i trzymają bliżej środka. Dlatego też nierzadko wędkarz będzie zmuszony do łowienia na dystansie nawet około stumetrowym. W takim przypadku dłuższy kij, z odpowiednio wyprofilowanymi przelotkami pozwoli na oddawanie takich rzutów. Takie dystansowe łowienie w ostatnim czasie zyskuje coraz większe grono sympatyków. Oczywiście żeby łowić na dystansie stu a nawet więcej metrów trzeba odpowiednio przystosować cały zestaw. Mowa tutaj o odpowiednim kołowrotku, przyponie strzałowym, czy podajnikach o konkretnej gramaturze i kształcie. Ponadto dłuższe wędziska sprawdzą się na łowiskach z bardzo dobrze rozwinięta roślinnością wzdłuż linii brzegowej. Pozwolą nam lepiej kontrolować rybę w czasie holu. Oczywiście trzeba pamiętać, że to co będzie odpowiadać jednemu wędkarzowi, niekoniecznie będzie pasować dziesięciu innym i odwrotnie. Dlatego też wiele osób na swój pierwszy kij do Method Feeder wybiera modele o długości 360 cm, które są niejako kompromisem pomiędzy dłuższymi i krótszymi egzemplarzami. Oprócz długości wędziska do Method Feeder, kolejnymi nie mniej istotnymi parametrami, które musimy uwzględnić wybierając kij pod swoje preferencje, są jego ciężar wyrzutu oraz akcja. Te dwa czynniki w połączeniu z długością wędki świadczą w głównej mierze o jej przeznaczeniu i możliwościach. Wiele zależy od charakterystyki łowiska na jakim będziemy go używać oraz ryb na jakie się nastawiamy. Z reguły ciężar wyrzutu będzie wahał się między 30, a 80 gram. Jeśli naszym celem będą waleczne, większe karpie, jesiotry lub amury, a taktyka łowienia będzie opierać się na łowieniu na dystansie, wówczas oczywistym jest, że będzie potrzebny nam nieco mocniejszy kij z ciężarem wyrzutu w okolicach 100 gram. Dystansowe łowienie to często dość duże przeciążania dla wędziska i stosowanie nieco cięższych podajników. Jeśli jednak nastawiamy się na leszcze, karasie, liny, mniejsze karpie, a łowisko nie będzie wymagało od nas posyłania zestawów na dalekie odległości, wówczas oczywiście będziemy stosować nieco lżejsze podajniki i spokojnie można użyć kijów nieco delikatniejszych. Pamiętajmy, że każda nasza obecność nad wodą ma być dla nas przyjemnością i odpoczynkiem. Dlatego też wybór odpowiedniego wędziska jest tak ważny. Kolejnym parametrem, o którym nie sposób nie napisać jest akcja wędziska. Wielu początkujących wędkarzy decyduje się na kije o akcji parabolicznej lub półparabolicznej. Takie wędzisko, jeśli dołożymy do niego odpowiedni kołowrotek i pozostałe elementy zestawu do Method Feeder pozwoli oddawać rzuty na naprawdę dalekie dystanse. Co więcej wędzisko o akcji parabolicznej „wybacza błędy” wędkarza w czasie holu np. nieprawidłowo ustawiony hamulec kołowrotka. Method Feeder to typowa sportowa technika wędkarska, dlatego też dobra kondycja holowanych i wypuszczanych ryb jest dla nas niezwykle istotna. Dlatego też dobrze dobrany zestaw odgrywa tutaj bardzo istotną rolę. Jedną z wad tego typu wędzisk może być nieco mniejsza ilość skutecznych zacięć. Kij o akcji parabolicznej lub półparabolicznej jest gwarancją przyjemności z holu nawet mniejszych ryb. Przy wyborze wędziska do „metody” ważne są również przelotki. Oczywiście warto zwrócić uwagę na jakość ich wykonania, ale też warto sprawdzić ich średnicę, profil i kąt nachylenia. Jest to szczególnie ważne jeśli zleży nam na kiju do łowienia na dalekich dystansach. Jaki kołowrotek do Method Feeder? Podobnie jak w większości metod wędkarskich tak i w przypadku techniki Method Feeder, kołowrotek odgrywa istotną rolę. Co ciekawe kołowrotek ma dość bogatą dwustuletnią historię. Pierwsze modele powstały już na początku dziewiętnastego wieku, a kołowrotki dedykowane pod poszczególne techniki łowienia ryb zostały klasyfikowane już na początku dwudziestego wieku. Tyle z ciekawostek. Czym zatem kierować się kupując kołowrotek do „metody”? Już na początku miejmy na uwadze, że raczej trudno będzie nam dobrać model kołowrotka, który będzie pasował do każdego typu wędziska, czy tez sprawdzi się przy połowie każdego gatunku ryb. Nieco inny model będzie nam potrzebny przy dystansowym łowieniu karpi a nieco inny przy łowieniu np. leszczy i karasi „na lekko”. Nie mniej jednak, bez względu na to na jaki kołowrotek się zdecydujemy, to wszystkie modele będą miały pewne cechy wspólne, na które trzeba zwrócić uwagę dokonując wyboru. Zapewne w wielu przypadkach zaczynając swoją przygodę z Method Feeder będziemy mieć ograniczony budżet. Wiele osób zada sobie pytanie, czy postawić na nowy kołowrotek, czy może kupić model używany. W tym przypadku warto postawić na modele nowe i to z kilku powodów. Za tą decyzja przemawia przede wszystkim okres gwarancyjny, jakim objęty będzie nasz kołowrotek. Oczywiście chyba nikt z nas nie zakłada już na samym starcie, że w swoich rękach trzyma awaryjny model, jednak warto mieć ten bufor bezpieczeństwa „na wszelki wypadek”. Nigdy nie wiadomo co tak naprawdę wydarzy się nad wodą, a ponoszenie dodatkowych kosztów np. na naprawę serwisową jest chyba nikomu nie potrzebne. Wiele osób ma swoją taktykę kupowania. Pierwsze kroki warto skierować do sklepu stacjonarnego, gdzie zawsze można kołowrotek dotknąć, sprawdzić jakość wykonania, jego wagę, a co więcej można zawsze zamontować do wędziska i sprawdzić jak całość po prostu „leży nam w ręce”. Co więcej z w wielu sklepach pracują wędkarze, więc zawsze swoją decyzję odnośnie zakupu można skonsultować. Jeśli sprzedawca jest rzetelny, to na pewno zdradzi nam kilka ciekawostek o każdym modelu, zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych. Co więcej możemy porównać sobie dany model z innymi. To da nam jakiś szerszy obraz na to czego potrzebujemy. Jeśli już upatrzymy konkretny model kołowrotka to możemy rozpocząć poszukiwania jak najlepszej ceny. Tutaj do gry wejdą także sklepy internetowe. Ważnym parametrem każdego kołowrotka, także tego do „metody” jest jego rozmiar. Nie ma złotej reguły odnośnie tego jak duży powinien być kołowrotek. Jego wielkość dobieramy bezpośrednio do stylu i sposobu łowienia, specyfiki łowiska i ryb jakie w nim pływają. Wśród powszechnych opinii jakie można spotkać wśród miłośników Method Feeder, uniwersalną wielkością kołowrotka jest rozmiar od 3500 do 4500 w zależności od producenta. Dlatego też model w tym przedziale może stanowić punkt wyjścia do dalszego ulepszania naszego zestawu. Jeśli dobieramy kołowrotek do kija pod łowienie leszczy, karasi, linów, niewielkich karpi, na stosunkowo małej wodzie, to rozmiar około 4000 będzie odpowiedni. Jeśli natomiast nastawiamy się na silne komercyjne karpie, łowione np. na stu metrach, to kołowrotek musi być mocniejszy i co za tym idzie większy, ponadto z odpowiednio wyprofilowaną szpulą, umożlwiający oddawanie rzutów na dalekie dystanse. Równie istotnym parametrem każdego kołowrotka do „metody” jest hamulec. Nie ulega wątpliwości, że powinien być sprawny i działać płynnie. Łowiąc na Method Feeder możemy mieć kontakt z naprawdę dużą rybą, tak więc sprawny i dobrze ustawiony hamulec jest tutaj bez dwóch zdań obowiązkowy. Co więcej dobrze ustawiony hamulec nie tylko ułatwi hol ryby, ale też zapewni jej bezpieczeństwo, o które też przy łowieniu tą sportową techniką chodzi. Istotne jest, aby po udanym holu, sesji fotograficznej ryba wróciła do swojego środowiska cała i zdrowa i mogła cieszyć wędkarza podczas kolejnego pobytu. Jeszcze jednym elementem kołowrotka, istotnym z punktu widzenia wędkarza method feederoowego jest klips. Ideą łowienia tą techniką jest posyłanie zestawów w dany punkt. Dlatego tez klips musi być solidny. Zazwyczaj jest on plastikowy lub metalowy. Warto go sprawdzić, aby nie uszkadzał nam żyłki, a w skrajnych przypadkach jej nie przecinał. Co więcej, w momencie odjazdu ryby, żyłka bez problemów powinna spaść z klipsa. Coraz popularniejsze stają się kołowrotki z dwoma klipsami. Dzięki takiemu rozwiązaniu możemy już na starcie przygotować sobie dwa dystanse do łowienia. Na koniec tego tematu warto jeszcze kilka słów napisać o tym czy kołowrotki powinny być wyposażone w wolny bieg czy nie. To już kwestia indywidualna każdego wędkarza. Wiele osób odchodzi od tego rozwiązania, jednak jest jeszcze grupa osób, która nadal wolny bieg preferuje. Warto wiedzieć, że modele z wolnym biegiem są nieco cięższe od kołowrotków pozbawionych tego systemu. Jakie akcesoria do Method Feeder? Do skutecznego łowienia techniką Method Feeder potrzebna jest nie tylko odpowiednia wędka i kołowrotek ale również szereg mniejszych lub większych akcesoriów. W tym gronie znajdą się produkty o szerokim zastosowaniu, od różnego rodzajów łączników pozwalających na szybką wymianę przyponu, po gadżety umożliwiające zakładanie przynęty na włos i zapewniające odpowiednią jej prezencję w wodzie. Na pewno trudno wyobrazić sobie skuteczne łowienie na „metodę” bez użycia wierteł i igieł. Dzięki nim przygotujemy w odpowiedni sposób przynęty i założymy ją na włos. Co więcej, igła przyda się także do wiązania przyponów i ustawiania długości włosa, czyli odległości naszej przynęty od haczyka. Jest też bardzo przydatna przy zakładaniu przynęt do przyponu z tzw. push stop-em. Jeśli już jesteśmy w tematyce zakładania przynęt na włos to w swojej skrzynce z akcesoriami powinniśmy posiadać proste urządzenie do rozwierania kółeczek silikonowych. Przypon z takim kółkiem jest z powodzeniem stosowany na wielu typach wód. Do prawidłowego założenia przynęty np. pelletu, wystarczy wsunąć w kółeczko silikonowe nóżki urządzenia i delikatnie kciukiem nacisnąć od góry. Trzeba uważać aby zrobić to z wyczuciem, gdyż kółka gorszej jakości mogą po prostu pękać. W swoim pudełku powinniśmy posiadać także specjalne szczotki do czyszczenia podajników. Taka szczoteczka z jednej strony do złudzenia przypomina szczoteczkę do zębów, z drugiej strony zakończona jest jednak specjalnym drutem, który umożliwia dotarcie do trudno dostępnych miejsc podajnika. Istotną kwestią w technice Method Feder jest także sposób łącznia przyponów z żyłką główną. Oczywiście można było to zrobić zwykłym krętlikiem, jednak trzeba pamiętać, że Method Feeder, to typowa sportowa forma łowienia, gdzie często, szczególnie na zawodach liczy się czas. Dlatego też warto korzystać ze specjalnych łączników, które pozwalają na szybką wymianę przyponu, bez konieczności demontowania całego zestawu. Na rynku jest wile tego typu akcesoriów, od modeli silikonowych, po plastikowe czy nawet metalowe. Warto również zaopatrzyć się w dedykowane pudełko do przetrzymywania przyponów. Zazwyczaj modele te posiadają drabinki, dzięki którym mamy pewność, że przypon przechowa się starannie i będzie gotowy do użytku w każdej chwili. Szczególnie przypony wykonane z żyłki czy fluorocarbonu są narażone na różnego rodzaju załamania, które w efekcie mogą wpływać negatywnie na prezencję całego zestawu w wodzie. Warto także pamiętać o dobraniu odpowiednich podajników i foremek do wyciskania. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom wędkarzy producenci sprzętu przygotowali wiele rozmiarów i kształtów podajników, jak również dedykowane do nich foremki. Najpopularniejsze są foremki silikonowe, jednak nie brakuje także zwolenników plastikowych foremek. W Method Feeder popularne są fotele, które można rozbudowywać, tworząc prawdziwe stanowiska wędkarskie, dzięki którym możemy łowić ryby praktycznie nie wstając z miejsca. W skład takiego „kombajnu” wchodzi półka, która może być montowana zarówno po prawej jak i lewej stronie. Możemy na niej odkładać zarówno przynęty takie jak pellet, kulki proteinowe, czy też zanętę przygotowaną do podajnika. Co więcej znajdzie się też miejsce na drobne akcesoria. W takim zestawie znajdziemy jeszcze tzw. feeder arm czyli ramię z przednim grzebieniem na wędkę, tylną podpórkę na wędkę, poziomicę czy teleskopowe nóżki, umożliwiające dopasowania stanowiska do nierównego podłoża. Podczas wyprawy nad wodę warto zabrać ze sobą także matrioszki, pomocne w odmierzaniu zanęty i wody, kuwety, bagnety do przynęt i inne drobne akcesoria. Jaka zanęta do Method Feeder? Tematyka wyboru odpowiedniej zanęty do techniki Method Feeder jest zaraz po wyborze wędziska i kołowrotka, najchętniej poruszana przez adeptów tego sposobu łowienia ryb. Warto na samym początku odpowiedzieć sobie na pytanie, jaką rolę odgrywa zanęta w tej sportowej technice wędkarskiej? Oczywiście głównym jej zadaniem jest zwabić rybę w połę łowienia. Jednak drugim nie mniej istotnym obowiązkiem jest przytrzymanie tej ryby w łowisku. Czyli cała sztuka polega na tym, aby dobrze zanęcić, a nie przynęcić. Co więcej, zanęta musi być dla ryb atrakcyjna. Co musimy przez to rozumieć? To, że zapach i smak mieszanki powinien wabić ryby. Nie mniej istotna jest sama praca i wygląd zanęty. W Method Feeder bardzo często liczą się detale, które rzutują później na nasz sukces lub porażkę. Co do zasady możemy zdecydować się na dwojaki rodzaj zanęt do Method Feeder. Pierwszą z nich jest dobrze znana zanęta sypka, oparta na bazie wyrobów cukierniczych a także mączek rybnych. Zanęta dedykowana łowieniu na Method Feeder jest powszechnie dostępna praktycznie w każdym sklepie wędkarskim. Wybierając mieszankę powinniśmy pamiętać o samej idei łowienia na metodę. To zazwyczaj szybkie, kilkugodzinne łowienie bez uprzedniego przygotowania łowiska. Dlatego też wybierając zanętę decydujmy się raczej na mieszanki dość bogate w składniki odżywcze, takie które szybciej sprowadzą nam rybę w pole łowienia. Warto postawić na mieszanki, które w swoim składzie posiadają wysoką zawartość protein. Wielu producentów do mieszanek dodaje np. mielony pellet. Co takiego odróżnia zanętę do Method Feeder od zwykłej mieszanki? Nie tylko skład, ale głównie frakcja i sposób pracy. Zanęta do „metody” powinna zacząć pracować dopiero po opadnięciu podajnika na dno. Kolejnym krokiem przy wyborze zanęty jest zdecydowanie się na określony smak. Producenci przygotowali dla wędkarzy pełną gamę smaków i zapachów, od tych słodkich, po „śmierdziuchy” a nawet łamane smaki i zapachy. To czy wybrać wanilię, truskawkę, halibuta, ochotkę, czosnek czy np. wanilię z kukurydzą albo przeróżny inny zapach, zależy od wielu czynników temperatury wody, pory roku czy przede wszystkim specyfiki łowiska. Nie ma cudownych zanęt sprawdzających się zawsze i wszędzie. To co na jednym łowisku jest „strzał em w dziesiątkę” na innym może być totalnym niewypałem i odwrotnie. Dlatego też warto poznać łowisko i zwyczaje ryb, które w nim pływają. Wówczas na pewno łatwiej nam będzie wstrzelić się z odpowiednią mieszanką zanętową. Oczywiście wybór zanęty to jedno, ale równie ważne jest jej odpowiednie przygotowanie. Zapewne wielu wędkarzy ma już swoje sposoby na przygotowanie konkretnych mieszanek. Warto wiedzieć, że niektóre będą potrzebować więcej inne mniej wody. Jednak sam proces jest podobny. Wsypujemy zanętę do pojemnika, dodajemy stopniowo wody i mieszamy. Następnie odczekujemy kilka minut i sprawdzamy konsystencje. Jeśli zajdzie potrzeba dodajemy ponownie wody. Po kilku minutach warto jeszcze zanętę przetrzeć przez sito, dzięki czemu będzie jeszcze lepiej pracować. Pewnym udogodnieniem dla wędkarza, który pragnie zaoszczędzić czas na przygotowaniu zanęty, są mieszanki już nawilżone, nadające się do użycia bezpośrednio po otwarciu opakowania. Jako zanętą wędkarska w Method Feeder może nam posłużyć także pellet. Możemy nim wzbogacić nasza mieszankę zanętową i stworzyć coś w stylu „method mix-u” lub stosować go bezpośrednio w podajniku zanętowym. Z reguły w składzie pelletu znajdziemy bogate składniki odżywcze w tym np. białko. Najpopularniejszymi rozmiarami tego typu zanęty są pellety dwu lub czteromilimetrowe. Podobnie jak w przypadku zanęt mamy do dyspozycji pełną gamę smaków i kolorów, a to na co się zdecydujemy zależy od naszych preferencji oraz oczywiście specyfiki łowiska. Warto przyjrzeć się nieco bliżej sposobom przygotowywania pelletu. Pierwszy, dość popularny sposób to wsypanie pelltu do pojemnika i zalanie go dość sporą ilością wody, tak aby cały znalazł się pod jej powierzchnią. Po kilkudziesięciu sekundach odlewamy wodę i odstawiamy pellet na kilkanaście minut. Można zamknąć pojemnik i potrząsnąć nim kilkukrotnie. Po tym czasie pellet powinien być gotowy. Jeśli jednak tak się nie stanie dodajemy jeszcze nieco wody i znów czekamy kilka minut. Drugi sposób to przygotowanie pelletu podobnie jak zanętę, dodając stopniowo wody i mieszając. Warto poznać konkretne produkty, gdyż pellety różnych producentów mogą potrzebować innej ilości wody. Przy pellecie o wielkości 4mm proces ten może być nieco dłuższy. Podobnie jak w przypadku zanęt tak i tutaj mamy do dyspozycji już gotowe, nawilżone pellety, które można stosować bezpośrednio po otwarciu opakowania. Przygotowując mieszankę zanętową warto czasami kombinować, łączyć smaki, kolory. To często może przynieść zaskakujący, pozytywny efekt. Jakie przynęty do Method Feeder? W każdej technice wędkarskiej wybór odpowiedniej przynęty jest jednym z najistotniejszych elementów rzutujących na nasz końcowy sukces lub porażkę nad wodą. Podobnie w Method Feeder wstrzelenie się z przynętą jest kluczem do sukcesu. Wybór jest tutaj bardzo bogaty. Różne rodzaje przynęt, smaki, kolory, to wszystko sprawia, że często musimy dokonywać wyboru z naprawdę szerokiej gamy produktów. Trzeba sobie powiedzieć jasno, że nie ma cudownej przynęty, która zadziała zawsze i wszędzie. Często bywa tak, że co jest skuteczne na jednym łowisku, niekoniecznie sprawdza się na pięciu innych i odwrotnie. Dlatego warto mieć w swoim arsenale przynajmniej kilka różnych przynęt. Po pierwsze warto mieć ze sobą pellety w różnych rozmiarach, zazwyczaj od 6 do 12 mm. Na rynku dostępne są pellety z dziurką tzw. pellety haczykowe, które można zakładać na włos zakończony push stopem lub klasycznie na silikonową gumką. Oczywiście możemy też stosować pellety bez otworu, ale wówczas pozostaje nam tylko stosowanie przyponów z kółeczkiem silikonowym, chyba że zdecydujemy się przewiercić otwór wiertełkiem. Jednak w trakcie tej czynności, szczególnie pellety o mniejszym rozmiarze lubią pękać. Na rynku dostepna jest szeroka gama smaków od pelletów typowo słodkich takich jak wanilia, truskawka, miód, po pellety mięsne czyli tzw. „śmierdziuchy” jak halibut, kryl, pikantna kiełbasa, ryba, wątroba. Wędkarze chętnie sięgają także po smaki łamane takie jak np. czosnek/wątroba, halibut/truskawka itp. Dzięki temu pole do testów pelletu na danym łowisku jest bardzo duże. W ostatnim czasie popularne stają się także tzw. pellety „soft” czyli miękkie pellty, które można zakładać bezpośrednio na haczyk. Nowością na rynku są też pellety pop-up czyli w wersji pływającej. Drugim typem przynęt, których nie powinno zabraknąć w naszym pudełku są kulki proteinowe. Popularnym wyborem są modele w rozmiarze 8mm, ale wiele osób łowi też na kulki dziesięcio czy dwunastomilimetrowe. Oferta tych przynęt jest bardzo szeroka. Mamy do dyspozycji nie tylko różne smaki, ale też kolory przynęt dzięki czemu możemy nad wodą w pełni testować ich skuteczność podczas wędkarskiej wyprawy. Do dyspozycji mamy zarówno kulki tonące jak i pop up-y. Trzecim typem przynęt są dumbellsy i waftersy czyli przynęty zbalansowane. To przynęty świetnie prezentujące się przy dnie, dzięki czemu są w wielu przypadkach pierwszym wyborem wielu wędkarzy. Dostępne w różnych kolorach, smakach i rozmiarach. Na włosa można je zakładać na bagnet, push stop czy nawet gumkę silikonową. Warto pamiętać o stosowaniu klasycznych przynęt takich jak np. kukurydza czy białe robaki. Te ostatnie mimo, iż pomijane przez wiele osób w wielu przypadkach stają się „naszą główną bronią”. Taktyka łowienia na Method Feeder W każdej technice wędkarskiej, tak samo w Method Feeder, kluczową rolę odgrywa taktyka łowienia. Generalnie sama „metoda” dedykowana jest łowieniu na łowiskach komercyjnych, jednak nic nie stoi na przeszkodzie aby próbować łowić w taki sposób także na wodach PZW. Ważnym elementem taktyki jest wybór odpowiedniego podajnika. Zwróćmy uwagę na układ żeberek konkretnego modelu. Nie powinien być zbyt ciasny. Im żeberka szerzej rozstawione tym lepiej podajnik prezentuje się na dnie. Dzięki temu mamy pewność, że ryba bez żadnych problemów może pobrać zanętę lub pellet z podajnika, a przypon z przynętą przypadkowo gdzieś nie zaczepi się o któreś z żeber. Wiele osób decyduje się na wybór podajników z burtami. Takie modele z reguły nie mają żeberek. Kolejnym krokiem przy wyborze odpowiedniego podajnika do łowiska jest jego gramatura. Oczywiście ważne jest gdzie łowimy, jakie ryby są naszym celem i przede wszystkim dystans na jaki chcemy posyłać zestawy. Warto zwrócić uwagę na uksztaltowanie dna, czy jest raczej piaszczyste, czy może znajduje się na nim solidna warstwa mułu. Na wielkość podajnika wpływ mają również warunki atmosferyczne, szczególnie kierunek i siła wiatru. Jak to wygląda w praktyce? Zapewne większość z nas chciałaby łowić najlżej jak tylko się da. To dobry sposób, jeśli wybieramy się na łowiska płytkie, z głębokością nie przekraczającą 2 lub 2,5 metra, o dnie twardym lub piaszczystym. Łowiska takie, gdzie dystans łowienia nie ma znaczenia, gdzie z powodzeniem można łowić ryby na 15 czy 30 metrze. Jednak są łowiska, gdzie aby skutecznie łowić ryby potrzebne jest dystansowe łowienie nierzadko nawet na 90 czy 100 metrze. Wówczas podajnik jaki zastosujemy musi być nieco cięższy i co więcej powinien mieć nieco bardziej smukły kształt, tak aby nie stawiał oporu w powietrzu w czasie rzutu. W ostatnim czasie można znaleźć na rynku dedykowane podajniki do dystansowego łowienia. Są one uzbrojone w specjalną lotkę lub posiadają dość długą rurkę, dzięki której stabilniej latają i co ważniejsze dalej. Jest sporo łowisk, gdzie nie dość że trzeba łowić na dystansie, to są one jeszcze dość mocno zamulone. Wówczas trzeba iść niejako na kompromis, ponieważ zastosowanie zbyt ciężkiego podajnika będzie mało efektywne. Równie ważny w taktyce łowienia na Method Feeder jest przypon. Możemy zrobić go samemu lub zdecydować się na gotowe rozwiązania, których na rynku nie brakuje. Oczywiście najważniejsze w wyborze przyponu są w zasadzie trzy elementy – jego długość, materiał z jakiego został wykonany, czy będzie to plecionka, żyłka, a może fluorocarbon oraz sam haczyk. Najczęściej w Method Feeder stosuje się dość krótkie przypony nie przekraczające 15 cm długości. Wiele osób uważa, że jego długość zależy od aktywności ryb. Jeśli dobrze pobierają pokarm można decydować się na krótkie przypony 5, 8, 10 cm. Jeśli jednak brania są słabsze to można stosunkowo wydłużać przypon. Jednak to tylko teoria, która niekoniecznie musi znaleźć potwierdzenie na każdym łowisku. Oczywiście każda woda rządzi się swoimi prawami i o tym warto pamiętać. Niektórzy wędkarze długość przyponu dobierają do temperatury wody i pory roku. Im cieplejsza woda, tym stosują krótsze przypony. Kolejnym elementem przyponu jest materiał jaki wykorzystamy. Nie brakuje zwolenników zarówno żyłek jak i plecionek. Najważniejszym kryterium wyboru powinna być charakterystyka łowiska i ryby na jakie się nastawiamy. Zazwyczaj będziemy wybierać przypony z włosem. Może być on zakończony, albo kółkiem silikonowym, tzw. push stopem lub bagnetem, idealnym przy łowieniu na dumbellsy i waftersy. W taktyce łowienia na Method Feeder liczy się także samo zlokalizowanie ryb. Łowiąc na różnego rodzaju łowiskach komercyjnych warto ulokować swoje zestawy blisko charakterystycznych punktowe takich jak różnego rodzaju wyspy, czy wszelkie budowę jak np. altanki na wodzie. Ryby lubią przebywać w takich miejscach. Bez dwóch zdań kluczem do sukcesu w łowieniu na Method Feeder jest łowienie punktowe, czyli posyłanie zestawów na taką samą odległość, najlepiej w to samo miejsce. Dotyczy to także łowienia na otwartej wodzie. Najlepiej ustawić się na dwóch dystansach, co da nam możliwość korygowania łowienia w czasie sesji wędkarskiej. Ryby lubią przemieszczać się po łowisku, raz mogą być bliżej a raz dalej brzegu. Wystarczy, że delikatnie zimni się pogoda, zacznie mocniej wiać i ryba może zmienić swoją lokalizację. Warto więc jej szukać i być przy tym precyzyjnym. Jak to zrobić? Wystarczy po drugiej stronie łowiska obrać charakterystyczny punkt, np. drzewo i kierować swoje rzuty właśnie na nie. Z pomocą przy łowieniu na konkretnej odległości przyjdzie klips kołowrotka. Jeśli już mamy obrane pole łowienia pora na przygotowanie łowiska. Można to zrobić na wiele sposobów. Jedni decydują się na nęcenie wstępne, w postaci kilku podajników posłanych w obszar łowienia, inni z tego rezygnują. Wiele zależy od specyfiki łowiska, temperatury wody, pory roku i aktywności ryb. Po wstępnym zanęceniu można przejść do łowienia. Wiele osób decyduje się na posłanie zestawu na określony czas np. 10-12 minut (można wykorzystać nawet stoper), jeśli po tym okresie nie ma brania, warto zmienić przynętę i ponownie posłać zestaw. Szczytówka wędziska zasygnalizuje nam także tzw. wskazania, które są dowodem na to że ryba jest w naszym polu łowienia, tym samym jest to sygnał do poszukiwania optymalnej przynęty. Czas pozostawienia zestawu może być różny w zależności od tego jaki plan obierzemy na konkretną sesję wędkarską. Warto pamiętać jednak, że trzeba reagować na to co dzieje się nad wodą. To klucz do osiągania dobrych wyników. Jeśli np. nie mamy już brań na wcześniej obranym dystansie, można się przesunąć o kilka np. 5 metrów dalej i tam sprawdzić czy aktualnie ryba się znajduje. Ryby na Method Feeder Technika Method Feeder służy do połowu różnych gatunków ryb w tym głównie karpi, jesiotrów, amurów, leszczy, linów, karasi czy nawet płoci i jaziów. Oczywiście nastawiając się na konkretne gatunki ryb będziemy dobierać nieco inaczej sprzęt. Dotyczy to także warunków panujących na łowisku. Łowiąc karpie, jesiotry i amury często przyjdzie nam łowić na dystansie. Warto więc mieć wędzisko o nieco większym zapasie mocy. Kluczem do sukcesu bez względu na to na jaki gatunek ryby się nastawiamy jest poznanie łowiska i reagowanie na sytuację jaka aktualnie jest na wodzie. Połączenie tego z zastosowaniem powyższych wskazówek mam nadzieje przyniesie większości z Was wymarzone efekty. Warto przeczytać… Wędka do Method Feeder – jaką wybraćŻyłka czy plecionka do feederaJaki kołowrotek do Method Feeder wybrać
Metoda na suma z gruntu. Metoda na suma z gruntu jest jedną z lepszych technik, ponieważ sum żeruje na dnie zbiorników, dlatego wyposażenie w dobrą oraz mocną wędkę, oraz solidny kołowrotek jest podstawą. Stosując metodę z gruntu na suma, ważne jest to aby odpowiednio dociążyć przynętę, która będzie naturalnym wabikiem
W dzisiejszych czasach dominacji methody, łowienie karpi na feeder klasyczny zeszło nieco na plan dalszy. Skuteczność methody jest oczywiście bezdyskusyjna, ale przy odpowiednim przygotowaniu możemy równie dobrze połowić cyprinusów na feeder z klasycznym koszyczkiem. Ważne jest odpowiednie przygotowanie zanęty i sprzętu. Od czego warto zacząć?!Sprawdź również: zanęty wędkarskieGrążele to typowe, karpiowe na karpia – wybór miejscaPo wytypowaniu miejsca, do którego najlepiej użyć feederowego gruntomierza lub oliwki warto zanęcić łowisko wstępnie. Gruntowanie pozwoli wytypować najlepsze miejsce, sprawdzić zaczepy dna oraz jego strukturę. Szukajcie twardych, płytszych blatów w okolicach trzcin lub wysp. Bardzo dobre będą płytkie, spokojniejsze zatoki z grążeliskami . Do wstępnego nęcenia warto sięgnąć po wędkę do nęcenia i zanęcić łowisko podajnikiem typu „szklanka”. Nęcenie karpi nie jest skomplikowane. Do dużego koszyka wsypujemy nasiona, groch, kukurydzę i robactwo. Podajnik czopujemy zanętą i podajemy w łowisko na zaklipowaną odległość. Na wstęp warto podać 8 a czasem nawet 10-12 takich szklanek. Latem karpie mają spory apetyt i na pewno jeśli stół nie będzie zastawiony syto, odpuszczą takie miejsce lub przypłyną do niego tylko na zanęta z rozdrobnionymi ziarnami naładowana w koszyk do nęcenia tzw. „szklankę”.Wakacyjna łowienia feederem po tak obfitym nęceniu, do koszyczka niedużej wielkości daję czystą spożywkę lub spożywkę ze zblendowaną kukurydzą. Staram się dostarczać rybom bodziec smakowo- zapachowy i ruchem zanęty wabić je w łowisko. Oczywiście należy pamiętać, że do podwodnej stołówki przypłyną także ryby mniejsze. np: wzdręgi, karasie czy liny, które na pewno ochoczo będą pobierać zaległy na dnie pokarm. Jeśli w trakcie wędkowania łowicie z nęconego miejsca inny białoryb, pamiętajcie o donęcaniu raz na jakiś czas grubszym, treściwszym towarem, np. zanętą z 8mm pelletem lub feederowy na karpiaPellet i kukurydza to dodatki, które lubią karpieTen karp żerował blisko grążeliJeśli chodzi o zestaw, do łowienia karpi używam feederów 3,3- 3,6 metra, które uzbrajam w kołowrotki wielkości 4000 -5000 z żyłką rzędu 0,20-0,22. Brania karpi są mocne, pewne i bardzo widoczne dlatego odpuszczam plecionkę. Buduję standardowy zestaw ze skrętką, do której mocuję dość krótki 35-40 cm przypon z żyłki 0,14-0,16mm i haczykiem wielkości 10-12. Duży haczyk pozwala eliminować brania drobnicy i pewnie trzyma selektywną przynętę np. dwa ziarna grochu lub na karpiaKarpiowa zanęta Fiskeri o odpowiedniej pamiętać, że grubsze składniki muszą moczyć się nieco karpik na klasyczny feederNęcenie karpiZanęta jakiej używam do nęcenia karpi do najczęściej waniliowa, jasna mieszanka. Często sięgam po żółtą, waniliową zanętę competition Fiskeri lub dedykowaną zanętę karpiową Fiskeri specjal o przyjemnym słodkim aromacie. W niektórych przypadkach warto sięgnąć po zanętę czosnkową lub o smaku miodowym. Mieszankę warto nawilżyć także miodową lub waniliową melasą, dodać biszkopt lub słodzik. Nie bójcie się, że przesłodzicie zanętę. W okresie letnim, karpie żerują znakomicie, więc tylko konkretna, dobrze doprawiona zanęta pozwoli osiągnąć satysfakcjonujące na klasykaTekst i foto: Marcin Cieślak
Kilka informacji które moim zdaniem przyczyniają się do zwiększenia skuteczności podczas łowienia na Method Feeder.
Łowienie ryb w rzece na feeder jest dużą przyjemnością. Rzeka ma w sobie to coś, coś magicznego i niepowtarzalnego. Czy wiesz, jak zbudować sprawdzony zestaw do rzecznego feedera? Jędrzej, Mariusz i Maciej podzielili się z nami swoją wędkarską wiedzą w kolejnym odcinku Akademii Robinsona. 25 maja 2018 roku wchodzi w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Zmieniliśmy Regulamin oraz Politykę Prywatności. Prosimy o przeczytanie oraz wyrażenie zgody na na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej plików cookies. Używamy cookies i podobnych technologii w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności. Akceptuję, nie pokazuj ponownie. Wędka spinningowa Favorite Blue Bird BB1-762UL-T 2.30m 1- 7g Fast. 339,90 zł. Cena regularna: 424,90 zł. Najniższa cena: 349,90 zł. Do koszyka. Na naszym blogu wędkarskim znajdziesz testy sprzętu i zanęt, mnóstwo ciekawych porad dla początkujących oraz informacje na temat metod połowu przygotowane przez doświadczonych specjalistów. reklama Wędkowanie w rzece ma swój niepowtarzalny klimat. Nigdy nie wiemy co możemy złowić oraz jakie będą rezultaty. Aby maksymalnie zwiększyć swoje szanse na udany połów – musimy się dobrze przygotować. Wiedza o danym odcinku rzeki oraz zachowaniach ryb w danych okresach roku bardzo pomaga w wyborze odpowiedniego miejsca do wędkowania. Wybór odpowiedniego miejsca jest zawsze kluczem do sukcesu. Wielu wędkarzy popełnia podstawowy błąd – wybiera miejsce wygodne dla siebie (łatwość dojazdu samochodem oraz wygodny brzeg do wędkowania). Oczywiście miejsca „wydeptane” przez wędkarzy świadczą o tym, że w pobliżu powinny być ryby, ale nie jest to reguła. Po pierwsze o wyborze miejsca do połowu w rzece powinny decydować dwa główne czynniki: jakie gatunki chcemy łowić oraz jaką metodą. Jeżeli wybieramy wędę bolońską zadanie mamy ułatwione, bo jesteśmy bardzo mobilni. Możemy łowić z brzegu oraz z wody (swoją drogą polecam tą metodę). Jeżeli chcemy łowić skróconym – zestawem tzw. „tyczką” to potrzebujemy miejsce na brzegu na kosz, rolki. I tutaj najczęściej wędkarze wybierają miejsca już gotowe. Wiele razy przekonałem się, że po gruntownym zbadaniu dna rzeki gruntomierzem wybór miejsca przypadał tam, gdzie nikt wcześniej nie łowił… Dobrym przykładem jak ważny jest wybór miejsca na rzece jest obserwacja zawodników podczas zawodów wędkarskich na rzekach. Jak wiadomo każdy zawodnik ma tylko 10 metrów brzegu do dyspozycji. Każdy dobry zawodnik zanim ustawi swój kosz/platformę w wybranym miejscu – gruntuje łowisko. Sprawdzamy ukształtowanie dna, rodzaj dna, ewentualne zaczepy. Idealne jest, gdy mamy równe dno z niewielkim wgłębieniem tzw. „dołkiem” lub lekko wypłycającym się dnem zgodnym z kierunkiem prądu rzeki. W takich warunkach nasza zanęta i przynęty będą miały punkty zaczepienia i prąd rzeki nie wymyje ich szybko. Gdy uda nam się wybrać odpowiednie łowisko po gruntowaniu możemy przystąpić do drugiej bardzo istotnej rzeczy jakim jest dobór gramatury spławików. Ile wędkarzy tyle metod, ale ja mogę podać jeden uniwersalny. Ustawimy zestaw w rzece z obciążeniem głównym ok 10 cm nad dnem i unosimy spławik nad wodę tak aby było widać jaki jest kąt padania żyłki względem wody. Kąt 90 stopni świadczy o zbyt ciężkim zestawie a kąt poniżej 45 stopni a zbyt lekkim. Oczywiście tutaj mowa o zestawie uniwersalnym. Można z powodzeniem łowić na tzw.” stopa” wtedy odciążenie musi być tak dobrane, aby stało stabilnie przy dnie. Oczywiście można także łowić w pewnych warunkach także skutecznie zestawem teoretycznie zbyt lekkim, ale to wymaga dużo wprawy i wyczucia. Mając dobrany zestaw trzeba ustawić odpowiedni grunt. Za pomocą gruntomierza (najlepiej typu żabka) zaczepionym na obciążeniu głównym, badamy cały odcinek zasięgu łowienia zestawem skróconym. Jeżeli mamy czyste i w miarę równe dno ustawimy obciążenie główne ok 5 cm nad dnem. Jest wiele metod przygotowania zestawów rzecznych. Ja polecam szczególnie na początek prosty, ale skuteczny zestaw, czyli obciążenie główne zablokowane śrucinami 35 cm poniżej śrucina sygnalizacyjna oraz krętlik i przypon 30 cm. Zestaw skrócony na rzekę polecam budować na żyłkach od 0,16 do 0,20 mm. Grubość żyłki na przyponie dobieramy do wielkości ryb jakich się spodziewamy, ale też prędkości nurtu. Należy pamiętać, że ryba o wadze jednego kilograma na uciągu 5 gram „walczy” znacznie słabiej niż w uciągu 20 gram. Jak wiadomo bez prawidłowego zanęcenia nasz połów nie może być udany. Łowienie w rzekach jest wymagające od wędkarza. Mieszanka zanętowa musi mieć odpowiednią konsystencję i ciężar właściwy. Na rynku dostępne są zanęty ukierunkowane na łowienie w rzekach (wodach płynących). Na początek polecam używać tych właśnie mieszanek. Dobra zanęta rzeczna ma w sobie odpowiednią ilość kleju oraz składników wabiących. Moim zdaniem obecność pieczywa fluo w zanęcie rzecznej jest niezbędna. Wielokrotnie przekonałem się o skuteczności tego właśnie dodatku. Szczególnie w wodach czystych takie ryby jak: klenie, jazie i duże leszcze dobrze reagują na kolorowe cząstki pieczywa fluo. Zanętę na rzekę przygotowuję od 2 godzin przed łowieniem. Zazwyczaj na rekreacyjne łowienie używam 3 kg zanęty, 2-3 dodatki oraz aromat. Gdy woda jest ciepła i wiemy, że w łowisku mogą być leszcze warto zanętę dowilżyć wodą z melasą w stosunku 1:1. Melasa dosłodzi nam naturalnie mieszankę oraz spowolni jej pracę w wodzie. Taka konsystencja jest pożądana na większe ryby. Zanętę polecam namoczyć i co najmniej dwa razy dowilżyć w ciągu 40 min, po czym przetrzeć na sicie 3-4 mm. Sama zanęta nie wystarczy do łowienia w rzece. Potrzebujemy także gliny, aby dociążyć mieszankę. Najbardziej uniwersalnym rozwiązaniem jest użycie tyle samo gliny co zanęty. Ale mowa tutaj o objętości nie o wadze a to jest różnica. Czyli jeżeli mamy po dowilżeniu i przetarciu przez sito 10 litrów zanęty to dodajemy 10 litrów gliny. Na rynku wędkarskim w Polsce jest niewiele firm oferujących dobrą glinę rzeczną. Odpowiednia glina na rzekę musi być równomiernie nawilżona oraz przesiana. Nie może mieć żadnego zapachu ani innych obcych frakcji. Glinę najpierw przecieramy przez sito a później dowilżamy do pożądanej wilgotności (im więcej wody tym glina będzie możnej kleić). Do nawilżania gliny polecam używać spryskiwacza. Na końcu łączymy ze sobą zanętę i glinę. Całość należy dobrze wymieszać w razie potrzeby dowilżyć. Należy pamiętać, że glina „zabierze” z zanęty cześć wody. Polecam całość mieszanki podzielić na trzy części. Jedną część zostawimy do donęcania a pozostałe dwie części dzielimy na pół. Jedną dowilżamy mocniej ( w razie potrzeby doklejamy klejem (bentonit lub liant a coller) a drugą zostawiamy bez zmian. Jeżeli łowimy w rzekach u uciągach powyżej 20 gram to polecam do mieszanki dodać drobnego żwirku (można kupić w sklepach zoologicznych). Pozostało nam dodać przynęty, uformować kule i wrzucić do wody. Rzecz wydaję się prosta, ale nie do końca. Jeśli chodzi o przynęty to białe robaki i pinkę dodajemy tylko w postaci zamorzonej lub utopionej. Można użyć jokersa, kastera oraz gnojaka. Gnojak (kompostownik) to bardzo atrakcyjna przynęta na leszcze (odpowiednio pocięta na kawałki nożyczkami i dodana tuż przed łowieniem może dać nam zaskakujące rezultaty). Gdzie wrzucić kule? Wielu wędkarzy popełnia błąd podając kule zbyt nisko lub zbyt wysoko w łowisku. O miejscu położenia kul decyduje przede wszystkim siła nurtu. Im szybszy nurt tym wyżej wrzucamy kule. Najbezpieczniej jest wrzucić ok 50 cm wyżej wędki ustawioną równolegle do wody. Rozpoczynamy łowienie zestawem skróconym. Zestaw skrócony wkładamy powyżej miejsca nęcenia i ustawiamy w nurcie. Gdy łowimy na stopa – sprawa jest prosta – kładziemy wędzisko na balkon i czekamy na branie. Ale jak łowimy na przepływankę to cały czas musimy kontrolować zestaw. Starajmy się łowić w całym zasięgu nęcenia także w rozmyciu. Ważne, aby ruchy były płynne. Im lepiej poprowadzimy zestaw tym większa szansa na branie. Cały czas musimy kontrolować poziom wody (najlepiej zaraz po gruntowaniu zaznaczyć sobie stan wody). Jeżeli nie mamy brań to musimy sprawdzać czy nasze przynęty zakładane na haczyk są w całości. Gdy uda nam się zaciąć rybę to spokojnym i płynnym ruchem przesuwamy wędkę do tyłu. Odpinamy topa i staramy się przeciągnąć rybę pod prąd powyżej siedziska, jeżeli to nam się uda to trzymając w drugiej ręce podbierak łatwo nam będzie rybę podebrać. Wędkarstwo rzeczne nie jest proste szczególnie gdy łowimy zestawem skróconym, ale gdy się nauczymy podstaw to możemy przeżyć wiele pozytywnych emocji czego Wam serdecznie życzę. Zestaw spławikowy na okonia. Typowy zestaw spławikowy na okonia nie wyróżnia się specjalnie od zestawu dedykowanego na inne ryby. Długość wędki musimy dostosować do łowiska, w którym będziemy go używać. Jedną z ważniejszych rzeczy przy wyborze wędki na okonia, jest to, by kij miał miękką akcję szczytową. Istotne jest to z Poniższy artykuł to w rzeczywistości jeden z rozdziałów aktualnie pisanej przeze mnie książki „Spławik bez tajemnic”. Pracuję nad nią systematycznie, praktycznie każdego dnia od już niemal pół roku. Jest to największy twórczy projekt w moim życiu i jednocześnie spełnienie takiego małego marzenia. Wydanie tej książki w grudniowy dzień moich urodzin, to mój priorytet na rok 2022. Jednak celem publikacji tego rozdziału, zatytułowanego „Pełny zestaw”, nie jest zapowiedź książki. Po prostu, w trakcie jego pisania, zrozumiałem, że temat łowienia batem, na tym blogu, jak i na naszym kanale YT, był dotąd prezentowany bardzo zdawkowo. Natomiast to, co przeczytasz poniżej, jest obszernym i całościowym ujęciem absolutnie całej mojej wiedzy i doświadczeń w kontekście metody pełnego zestawu. Naprawdę już nic więcej nie wiem. Jeśli ten temat cię interesuje i chcesz przy okazji poznać nieco mojej historii, to życzę ci miłej lektury. PS. Poniższa treść wyjęta jest z całościowego kontekstu książki (bez żadnej edycji). Stąd niektóre zdania odnoszą się do wcześniejszych jej rozdziałów. „Pełny zestaw” Z batem łączy mnie ogromny sentyment. Trochę ubolewam nad tym, że w ostatnich latach tak niezwykle rzadko bywa mi pomocny. Wynika to z warunków zawodów, w których biorę udział. Te odbywają się najczęściej na łowiskach powszechnie znanych. Wynikająca z tej popularności presja sprawia, że ryby w nich żyjące są chimeryczne. Po prostu większość z nich osobiście poznała stres kilkugodzinnego ograniczenia wolności, oglądając swój świat z posiatkowanej perspektywy. Przez to są ostrożne i znacznie trudniejsze do przechytrzenia, niż ich rodziny z dzikich zakątków jezior i innych odcinków tych samych rzek. Czy to oznacza, że w takich warunkach bat stoi na przegranej pozycji? Oczywiście, że nie! Choć często tak… W każdym razie, na typowo sportowym łowisku, przy wysokim poziomie rywalizacji – w najlepszym przypadku pozwoli stoczyć wyrównany pojedynek. I tylko w rękach specjalisty! Takiego wędkarza, który albo wyśmienicie czuje pełny zestaw, albo wstrzeli się z niekonwencjonalną taktyką. Już wcześniej wspominałem ci, że jeszcze nie mając tyczki, teleskopem potrafiłem ogarniać naprawdę mocne imprezy. I nie miałem z tym żadnych kompleksów. Kilka lat temu, po serii zawodów na Kanale Szymońskim, poczułem się baciarzem tak wytrawnym, jak za dawnych lat – taki mój wędkarski riimejk… Na kilku kolejnych zawodach rzuciłem sobie wyzwanie, aby te nagłe olśnienie wykorzystać. Oczywiście w miarę możliwości. Po prostu sprawdzić się w konfrontacji: baciarz versus tyczkarze. I to jak zwykle na wysokim poziomie umiejętności. Z tego wyzwania (i mojej przeszłości również) wyciągnąłem konkretny wniosek. Już go przeczytałeś dwa akapity wyżej. Podczas tych kilku prób, w najgorszym przypadku turę ukończyłem z solidną sektorową trójką. Raz nawet wygrałem. Na rzece w Elblągu. No dobra, ale co z tego?! Przecież tam nikogo to nie dziwi. Bo miejscowi, przy dobrych wiatrach, batami potrafią zrobić krąpiowy pogrom… Ale wtedy nie było krąpi, tylko leszcze, a do tego wiał wyjątkowo niesprzyjający boczny wiatr. Pokonałem kolegów w warunkach, w których bat teoretycznie nie miał absolutnie żadnych argumentów w konfrontacji z tyczką. A jednak! Dzięki doskonałemu czuciu pełnego zestawu, zasypałem przepaść dzielącą możliwości tych metod – oczywiście w tych konkretnych okolicznościach. Sama wygrana wynikała już z detalu, który wyczaiłem w sposobie donęcania. Leszcze wyraźnie zaciekawiał częsty i subtelny plusk malutkich, twardych kulek gliny z jokersem. A teraz cofnę się o kolejne kilkanaście lat Moją małą inspiracją z pierwszych lat „kariery” był Andrzej Łapiński. U nas na Warmii popularnego Łapę zna każdy wędkarz. Jest tutejszą, żyjącą legendą łowienia długimi batami. Nieco upierdliwy i kontrowersyjny, ale ja go zawsze szanowałem. Szczególnie za wędkarski artyzm. Umiał zrobić coś z niczego. A w kontekście tego, o czym tutaj piszę – batem potrafił wygrywać spektakularnie. I to takim nawet 11-metrowym! Obserwując Pana Andrzeja wiele się nauczyłem. Może nie detali, bo jak coś opowiadał, to zawsze dodawał temu więcej kolorów, niż w rzeczywistości było. Nie wiem, czy gdyby nie jego świadectwo, bez tyczki rzuciłbym się na ogólnopolską arenę. A tak właśnie było. Ciekawostką jest, że w moim debiucie w „dużych” zawodach (na J. Szczycionek w 2007 r.) wylosowałem stanowisko właśnie obok Łapy. W 15-osobowym sektorze, stojąc z ciężkim 8-metrowym batem, pośród samych tyczkarzy (z wyjątkiem Pana Andrzeja), zająłem świetne piąte miejsce. Z Łapą przegrałem – uwaga – o 5 gramów! Po tamtych zawodach nie chciałem już wracać do walki o kolejny tytuł Zdobywcy Grand Prix mojego koła. Wzbudziły się drzemiące we mnie pokłady marzeń i ambicji. Moim celem po raz pierwszy stał się rozwój. Zapragnąłem obcowania z Prawdziwymi Wyczynowcami (to ci, co mieli tyczki). Z dnia na dzień wyparowała satysfakcja zdobywania kolejnych pucharków. Tym samym, chcąc nie chcąc, przestałem kolekcjonować blaszano-plastikowe trofea. Wcześniej robiłem to dość namiętnie. Prestiż zawodów mierzyłem wysokością pucharów, jakie były w nich do zdobycia. Nie żartuję. Być może jesteś obecnie w tym miejscu, w którym ja byłem wtedy. Masz tylko baty, a jednocześnie chciałbyś utrzeć nosa tym niektórym nadętym tyczkarzom… Dlaczego nadętym? Bo znam takich, którzy jeżdżą tylko na takie zawody, gdzie wyczuwają łatwe zwycięstwo. Najczęściej poza nimi mało kto ma jokersa, a o tyczce to już nie wspomnę. Ale pucharek to pucharek. Liczy się sztuka. Znajomi i sąsiedzi podziwiają pełną gablotę mistrza. Ot taka uszczypliwość. Pozwól, że myślami jeszcze raz wrócę do zawodów na Szczycionku. Zrywałem wtedy porzeczki… Pierwszy raz z przyjemnością i ostatni raz w życiu. Musiałem oberwać z nich wszystkie krzaki. To był warunek inwestora, który wyłożył 100 zł na wpisowe. Warunek Mamy, bo to Ona po dziś dzień w domu pełni władzę totalitarną. Mama miała to do siebie, że zawsze dawała mi minimum absolutnego minimum, jakie potrzebowałem. Kiedy jechałem na kolonie i w opisie turnusu była informacja, że 50 zł kieszonkowego wystarczy – nigdy nie dostałem więcej. A z moją Mamą się nie negocjowało. Po latach zrozumiałem, że była i jest wybitnym Ninja domowych oszczędności. W ten sposób (pewnie nieświadomie) wychowała mega kreatywne dzieci. Bo i moja siostra i mój brat, choć jesteśmy skrajnie różni – wszyscy radzimy sobie doskonale. Jestem bezwzględnie przekonany, że gdyby nie ta wieloletnia szkoła przymusowego minimalizmu, teraz nie czytałbyś tej książki. Po prostu w swoim życiu nigdy nie doszedłbym do tego etapu. No i zrywałem te porzeczki. I myślałem, jakby tu zawalczyć z tymi tyczkarzami. Moim jedynym kontaktem z tamtym wyczynowym światem był już wcześniej wspomniany Paweł Fic. Bardzo go podziwiałem, zazdrościłem i chciałem być kiedyś, taki jak on. To Paweł wzbudził we mnie tę chęć sprawdzenia się w pierwszych ogólnopolskich zawodach. Powiedział mi, że Szczycionek to tak trudna woda, jak żadna z tych, które dotąd znałem. Opowiadał o zestawach rzędu 0,5 g i haczykach 22-24… Raczej nie był entuzjastą sensu mojego debiutu na tym konkretnym łowisku. Jednak wtedy nigdzie bliżej takiej imprezy nie było. A ja się uparłem. Wiesz dlaczego? Bo wierzyłem w niezawodność mojej płociowej receptury! Pewnie przy okazji zanęt jeszcze o niej wspomnę. Zrywałem te porzeczki. W głowie miałem tak bardzo podkreślaną przez Pawła finezję. Pół grama i bat – ok – jeśli ma pięć metrów, ale nie osiem. Do ósemki 2 g to minimum. Myślałem, myślałem… Noooo iii wymyśliłem! Rozwiązanie, które teraz jest dla mnie oczywistością, a wtedy było kreatywnym odkryciem. Wydedukowałem, że… skoro tamtejsze ryby są tak ostrożne, to całe główne obciążenie zestawu odsunę daleko od haczyka – ponad metr. A czemu by nie?! Poniżej pozostawię tylko kilka maleńkich ołowianych pyłków (śrucin nr 11-12). Ostrożna płotka w pierwszej fazie brania nie miała prawa poczuć mojego ciężkiego zestawu. A potem, już miało być na to za późno! Zatopienie spławika wyważonego na tzw. zero (ostatnie milimetry szklanej antenki) – powinno być szybsze, niż reakcja ryby na mój podstęp… Tak sobie to uknułem. Inspiracji zaczerpnąłem z zawodów podlodowych. Wiele lat temu spławik na sportowym lodzie był najpopularniejszą metodą. Bo był najszybszy, a przy tym najczulszy na delikatne brania. Tam gdzie ryb było dużo, spławiki miały po 5, a nawet 10 gramów wyporności! Podkreślę, że piszę tutaj o łowieniu niemrawych ryb w lodowatej wodzie! Fundament skuteczności takiego zestawu tkwił właśnie w wyważeniu antenki na wspomniane zero. Nim ryba w czymkolwiek się orientowała, już była w drodze do przerębla… Mało tego. Ciężkie zestawy pozwalały na stabilne, nieruchome podanie przynęty – tylko taka na dnie jeziora wygląda naturalnie. Ta metoda była tak zabójczo skuteczna, a przy tym tak prymitywna technicznie, że słusznie została wycofana z zawodów podlodowych. No ok, ale przerębel jest pod nogami, a na Szczycionku miałem łowić mniej więcej 11-12 metrów od brzegu. Uznałem, że im większy napór na żyłkę, tym trudniej będzie utrzymać widzialną „kropkę” antenki na powierzchni wody. Dlatego zestawy zrobiłem na super cienkiej żyłce 0,10 mm (normalnie schodzić poniżej 0,14 nie ma sensu). Przygotowałem ich kilka. Od 2 do 3 g. Nie chciałem przejmować się ryzykiem ewentualnych splątań. Na ostródzkich zawodach płotki były rybą dominującą. A że zawsze trudne i chimeryczne, to moje umiejętności operowania zestawem były naprawdę dobre. Po prostu to czułem. Nawet teraz, wracając wspomnieniami do tamtych lat – mam dreszcze na widok antenki, która po delikatnym, prowokującym podciągnięciu, majestatycznie znika pod wodą… Zacięcie i jest! Ten przyjemny ciężar kolejnej wypracowanej płoci, ostrożnie holowanej na maleńkim haczyku. Achhhhh!!! Możesz mi wierzyć lub nie. Ale wtedy, takie zawody i takie łowienie, to był sens mojego życia. Faktycznie, tak jak Paweł mówił, Szczycionek okazał się łowiskiem jeszcze trudniejszym. Ze względu na krystalicznie czystą wodę. Jednak moja wiara w dopracowaną zanętę nie zawiodła. Płotki co jakiś czas brały. Zestaw i cała jego filozofia też zadziałały. Zabrakło mi tylko jednego… Elastycznej wklejki w szczytówce. Ta w moim bacie była klasyczną pustą rurką. A płotki faktycznie nie akceptowały nic innego, jak jedna ochotka na maleńkim haczyku numer 22. Straciłem wtedy mnóstwo ryb! Spadały mi przy zacięciu, podczas holu, a nawet tuż obok podbieraka – tylko dlatego, że miał 2 metry… Dziś wiem, że 4-metrowa sztyca do 8-metrowego bata, to też trochę za mało. Dokładnie pamiętam mój wynik – 1465 g. Łapa miał 1470. Sektor wygrało 1940. A ja na tamtych zawodach rzadko wyjmowałem z rzędu dwie zacięte ryby… Obok Pan Andrzej stracił tylko jedną płotkę. Dobrze ją pamiętam. Po spięciu, zestaw Łapy wystrzelił w górę i zawisł na drzewie. Chwytając za swoją kultową fajkę, uśmiechnął się w moim kierunku i w ogóle się tym nie przejął. Wtedy jeszcze nie zwróciłem uwagi, że szczytówki w jego 9-metrowych teleskopach były długie i cienkie jak igła. Problemu upatrywałem tylko w haczykach. Lata wcześniej i jeszcze może kilka później, miałem obsesję na punkcie poszukiwania niezawodnych haków. A wystarczyło wymienić szczytówki! To, do czego kiedyś dochodziło się latami, dziś najczęściej jest oczywiste. Dlaczego zamiast od razu przejść do konkretów, opowiedziałem ci tę historię? Przede wszystkim chciałem podkreślić ogromne znaczenie kreatywnego myślenia i umiejętności działania z tym, co masz tu i teraz. Już wcześniej opowiedziałem ci, jak wielką szkodę sobie nieświadomie wyrządziłem kilka lat później – popadając w wiedzowo-sprzętowy chaos. Drugi powód jest bardziej oczywisty. Ta historia wciąż jest we mnie żywa. Wracam do niej, jak tylko czuję, że zaczynam błądzić. Jakiego bata wybrać? Trzy rozdziały temu wspomniałem, że na sprzęcie nie warto oszczędzać. Ale jeśli twój budżet mocno cię ogranicza, to poniżej mam konkretną sugestię. Do 6 metrów – baty ze średniej półki w zupełności wystarczą. O dziwo ta opinia nie wynika z moich osobistych zakupów. Doświadczyłem tego, wprowadzając do oferty serię batów sygnowanych marką Górek. Od producentów dostałem wiele różnych prototypów wędek, od 5 do 8 metrów, przygotowanych według moich pierwotnych oczekiwań. Każda była oznaczona kodem i ceną. Okazało się, że przy piątkach i szóstkach technologicznie da się zrobić dobre i niedrogie kije – prawdziwe wyczynowe baty. Natomiast pośród 7-metrowych prototypów, tylko jedna wędka była akceptowalna. Powiedzmy, że spoko – może być! Otrzymane ósemki podsumowałem jedną myślą – masakra. I tutaj doprecyzuję, że w sporządzonym opisie moich oczekiwań, sztandarowym warunkiem była niska cena. Ta seria koncepcyjnie miała być ukłonem w stronę młodzieży, której nie stać na drogi sprzęt. Na zakup siódemki i ósemki – niestety należy już przeznaczyć większą sumę pieniędzy. To nie tak, że tanią i długą wędką łowić się nie da. W dobrych rękach pewnie dałoby się, i to nawet efektywnie. Ale bez wątpienia będzie to po prostu uporczywe! Wędkarstwo ma nas bawić, a nie męczyć. Na ten moment trzeba się liczyć z wydatkiem minimum 100 zł za każdy metr długiego i klasowego bata. Ze względu na nieuchronną inflację – ta wartość będzie już pewnie tylko rosła. Zdaje sobie sprawę, że nie każdego od razu stać na całą bacianą armię. Jeszcze do niedawna radziłem sobie w ten sposób, że z dłuższych batów zdejmowałem dolne elementy. I tak z ósemki robiłem siódemkę, z siódemki – szóstkę itd. Oczywiście nie miały pełnych długości. Jednak zawsze to była jakaś alternatywa, żeby np. mieć dwie wędki o zbliżonej długości, z różnymi zestawami. Ktoś może powiedzieć: taki bat bez dolnika traci dużo ze swojej akcji i wyważenia. No i co z tego? Dziewiątki nie uznaję za niezbędną, wręcz przeciwnie. Natomiast zdaję sobie sprawę, że w pewnych warunkach, taki długi teleskop może być czymś niekonwencjonalnie skutecznym. Dziewiątki nie są ani przyjemne, ani łatwo operatywne. Ale tam, gdzie jest głęboko – największe znaczenie mają możliwości i zasięgi. Przy długich batach największym technicznym utrudnieniem jest żyłka dryfująca na powierzchni wody. Na głębokiej rzece, kanale, czy jeziorze będzie jej niewiele. Właśnie dlatego, łowienie w takich warunkach bardzo długim batem, może być dość precyzyjne i efektywne. Niestety dobra dziewiątka, to już naprawdę gruby wydatek. W grę wchodzi tylko topowa półka i 100 zł za metr raczej nie wystarczy. Oczywiście na myśli mam nówkę sztukę. Ale rynek wtórny jak najbardziej ma sens. Moim zdaniem baty nie zużywają się, są długowieczne. Z tego też względu oszczędzanie na nich nie jest dobrym pomysłem. Bat w wyczynie kojarzy się z szybkim łowieniem raczej niewielkich ryb – typowe myślenie tyczkarza. Natomiast na wielu lokalnych zawodach, dla wielu uczestników, metoda pełnego zestawu nie jest alternatywą dla tyczki. Po prostu jej nie mają. Jak już wiesz, sam „wywodzę się” z takich zawodów, stąd mój wielki szacunek i sentyment do tego poziomu rywalizacji. Niezależnie od tego, czy bat jest taktyczną alternatywą, czy nią nie jest – powinien być sprzymierzeńcem naszej skuteczności. Największe wrażenie robią te wędki, które są bardzo lekkie, sztywne i szybkie. Co ciekawe, jeśli bat spełnia te trzy warunki jednocześnie, to nie będzie optymalny do żadnego zastosowania! Z tych sztywnych i szybkich, przy łowieniu stosunkowo małym haczykiem – spada mnóstwo ryb. Mają zbyt tępą akcję – wyszarpującą delikatny haczyk. Za to, te dwie cechy będą idealne do „rzeźniczego tarmoszenia” średnich ryb. Niemniej, w Polsce łowiska oferujące tę formę nadzwyczaj rybnej rywalizacji, to głęboka nisza. Trochę więcej, niż kilka lat temu, w piękny kwietniowy weekend, w Elblągu odbywały się wyczekiwane po długiej zimie zawody. W tamtą sobotę odniosłem pamiętne dla mnie zwycięstwo. Okrasiłem je 27-kilogramami krąpi. Było ich około 230 szt. (Podczas szybkościowego łowienia często liczę ryby, to pozytywnie wpływa na moją koncentrację). Zawody pamiętne, bo do tamtego czasu, w rzeźniczych okolicznościach nie szło mi najlepiej. Zawsze coś przekombinowałem. Wtedy, to były idealne warunki do bata – krąpie nie za duże, za to bardzo dużo. Ale ja batem nie łowiłem, bo wylosowałem jedno z nielicznych stanowisk pod drzewami. Pamiętam, że tamto zwycięstwo było dla mnie absolutnym zaskoczeniem. Stanowiło efekt skuteczności, której już nigdy później w takim stopniu nie powtórzyłem. Na te 230 ryb, spadły mi tylko dwie! W niedzielę tyczki już nie rozłożyłem. Tylko dwa 7-metrowe baty – legendarne Colmic’i Extreme. Innych nie miałem, w myśl zasady, o której już w tej książce wspomniałem. Musiałem mieć komfort posiadania najlepszego sprzętu, by móc o nim nie myśleć. No i całe szczęście, że te baty były kompatybilne z innymi długościami… Już po kilku minutach zawodów, przy dynamicznym wyrwaniu z wody tłustego krąpia, strzeliła mi jedna ze szczytowych sekcji… Później jeszcze nie raz wstawałem z kosza, zmuszony wymienić kolejny złamany element! Do tamtej pory, NIGDY, przez niemal 10 lat, w żadnym Ekstremie nie uszkodziłem, chociażby szczytówki… Stąd uważałem je za niezawodne. Mimo optymalnej taktyki nęcenia, nie mogłem rozwinąć skrzydeł, przez coraz bardziej wydłużające się hole i ogólne poirytowanie. Krąpie były większe niż w sobotę. A ja już po krótkim czasie wiedziałem, że moje wędki nie nadają się do ich siłowego „klatowania”. Do tego, podbieranie ryb na długim bacie, jest po prostu żmudnym i spowalniającym procesem. Zawody ukończyłem z wynikiem 23 kg, trzecim miejscu w sektorze i pęczkiem węglowych strzęp. Wtedy zrozumiałem, że w wędkarskiej fizyce cuda się nie dzieją. Jeśli coś jest lekkie, to nie będzie pancerne. Co z tego, że blank był szybki i sztywny, jeśli 200-gramowy krąp robił na nim co chciał. Zrozumiałem też, że siłowy hol nie powinien wynikać z dynamiki naszych ruchów – innymi słowy – szarpania się z rybą. To sam opór sprzętu powinien pozbawiać ją chęci walki. I tak się faktycznie dzieje. Ryba holowana na odpowiednio tęgim bacie, mocnej odległościówce, czy grubej gumie, po chwili namysłu – poddaje się. Kilka lat wcześniej, nad Kanałem Szymońskim dotarło do mnie, że z Extremów spada masa drobnych ryb. Bo są za sztywne. Efektywne stały się dopiero z bardzo długimi wklejkami. Trzymając ich strzępy po opisanej wyżej eskapadzie, wiedziałem już, że te wędki owszem mają zapas mocy, ale tylko przy normalnym wyważonym holu. Poza tym, zapas mocy i duża moc, to już nie było dla mnie to samo. Wyczynowe baty użytkowo dzielę na dwie kategorie. Pierwsza, podstawowa, to te lekkie i elastyczne zakończone pełną szczytówką (tzw. wklejką). Ich zapas mocy wynika z tego, że pod większą rybą, po prostu mocniej się uginają. Te klasowe, mimo swojej miękkiej pracy, mają dość szybką akcję. Sprzyja ona precyzji rzutów i kontroli zestawu. Takie baty są efektywne, bo nie gubią ryb. Druga kategoria, to baty o kilkadziesiąt gram cięższe, sztywne i szybkie. Takie, w których już wyraźnie czuć moc. Idealne do łowienia solidnymi zestawami. Tęgi blank i tępa akcja, skutecznie „gaszą” holowaną rybę. Celowo nie będę rozpisywał się na temat zastosowania w bacie gumowego amortyzatora. Bo go nigdy nie używałem. Zawsze odbierałem to, jako trochę profanację tej metody. Owszem na rzece, gdzie możemy zaciąć zwinnego i silnego klenia – ma to sens. Tylko ja ogólnie nie uznaję bata w kontekście polowania na duże ryby. Z tego samego powodu, na pytanie, jaki bat sprawdzi się do łowienia karpi? – odpowiadam – żaden. Zestaw Metoda pełnego zestawu to określenie, które niegdyś stale przewijało się w wędkarskiej prasie. Oznaczało łowienie zestawem o tej samej długości, co wędka. W ten sposób jasno rozróżniano ją względem dzisiejszej tyczki – metody zestawu skróconego. Ma to większy sens, ponieważ wędka do pełnego zestawu wcale nie musi być teleskopowa. W latach 90. technologicznie łatwiej było uzyskać długi i operatywny kij, poprzez nasadowe łączenie elementów. Dzięki temu wędka mogła mieć dwa zastosowania. Co ciekawe, Brytyjczycy do dziś tę tradycję skutecznie kultywują. Wybór spławika W budowie pełnego zestawu jest jedno fundamentalne ograniczenie – zależność jego ciężaru względem długości. Po prostu zbyt lekkim zestawem nie będziemy mogli skutecznie operować (w domyślnie zmiennych warunkach). Z mojego doświadczenia ta zależność wygląda następująco (długość zestawu -> jego minimalny ciężar): 9 m -> 3 g | 8 m -> 2 g | 7 m -> 1,5 g | 6 m -> 1 g | 5 m -> 0,6 g | 4 m -> 0,4 g | 3 m -> 0,2 g Oczywiście w idealnych warunkach dałoby się jeszcze nieco lżej. Niemniej z mojej praktyki wynika, że nie przynosi to wymiernych korzyści, wręcz przeciwnie. Skuteczności należy doszukiwać się w innych aspektach. W kontekście zestawu, jak sama nazwa wskazuje, będzie to zestawienie jego elementów. Średniej długości plastikowa antenka, oliwkowy korpus i metalowy kil – tak wygląda mój ulubiony, standardowy i uniwersalny spławik do bata. Tak naprawdę, w tym kontekście – nic innego nam nie potrzeba. Jedynym elementem tego zestawienia, który musi się zmieniać względem różnych łowisk, to antenka. Do rzecznej przepływanki antenka musi być odpowiednio grubsza i tym samym bardziej wyporna. W nurcie zdecydowanie lepiej, jak będzie „za tłusta”, niż za chuda. Jej pływalność jest najważniejsza, a czułość drugorzędna. Zatapiać ją powinny wyłącznie ryby i ewentualne zaczepy, a nie opór wleczonej po dnie przynęty. Dlatego odpowiednia wyporność (nośność) antenki w rzecznym spławiku, jest tak ważna. Przy finezyjnym rzeźbieniu (szczególnie płotek), biorę pod uwagę antenkę szklaną. Ale nie jest to konieczność. Ta standardowa – plastikowa – też będzie ok. Kiedy widzę, że ryby mają problem z jej zatopieniem, bo czują opór – doważam ją ołowianym pyłkiem. W pozostałych okolicznościach, standardowa, niezbyt gruba, plastikowa antenka zawsze będzie optymalna. Według fizyki, materiał z jakiego wykonana jest antenka – nie powinien mieć znaczenia. Liczyć ma się jedynie jej średnica. Ale każdy doświadczony spławikowiec dostrzega, że jednak te subtelne różnice w sygnalizacji brań istnieją. Włókno szklane jakby mniej „klei się” wody i łatwiej topi. Ogólnie dostrzegam zależność, że im cięższy jest materiał antenki, tym jej wrażliwość na sygnalizację brania jest większa. Być może dlatego spławiki z metalową antenką są tak wybitnie czułe. W kolejnych rozdziałach pewnie jeszcze nie raz do tego zagadnienia powrócę. Bo nauka to jedno, a wędkarska praktyka to drugie. Metalowy kil zawsze jest ok. Znam zawodników, którzy innego materiału w tym podzespole, nie uznają ( Diego Da Silva). Chodzi o stabilność. Spławik z metalowym kilem pewnie siedzi w wodzie, nie buja się. Moim zdaniem, jest to atut jedynie w kontekście łowisk płytkich. Tam gdzie jest głęboko (powyżej 2,5 m), rolę stabilizatora pełni woda napierająca na żyłkę zestawu. I przyznam, że wtedy preferuję już stateczniki węglowe. Mimo że w obu wariantach spławik zachowuje się równie stabilnie. Ten z metalem na dole zawsze stoi pionowo. Ten z węglem niekoniecznie. Zastopowany wędką, podczas ruchu wody (np. dryfu lub lekkiego uciągu) – liniowo ułoży się z żyłką. W ten sposób mogę znacznie lepiej wyczuć, co dzieje się z zestawem, a tym samym z moją przynętą. Ponadto, przy znacznej głębokości i wodzie, która płynie – sygnalizacja brań, na spławikach z metalowym kilem, jest „ostrzejsza” i przez to mniej czytelna. Przynajmniej dla mnie. Z powyższych zasad w przypadku bata – nie korzystam w pełni. Dlatego, że w tej metodzie nieustannie poprawiam (koryguję) ułożenie żyłki, pomiędzy wędką i spławikiem. Tak więc atut „zakotwiczenia” spławika metalowym dolnikiem – ma jeszcze większe znaczenie. Bo nie wyskakuje z wody, wraz z podrywaną żyłką. Jest to szczególnie istotne w warunkach niekorzystnych dla pełnego zestawu. Wówczas lekki konstrukcyjnie spławik (z węglowym kilem) będzie bardziej podatny na działanie wiatru – przesuwanie, przechylanie się. Dopiero przy dużych głębokościach (powyżej 3,5 m), do bata, będzie wystarczająco stabilny. Innym wyjątkiem jest rzeczna przepływanka. W tej metodzie węglowy statecznik to dodatkowy atut – w kontekście pływalności spławika i ogólnie „czucia” zestawu. Oliwkowy korpus to klasyka i uniwersalność. Nie bez powodu. Ten kształt po prostu jest najbardziej optymalny w kontekście… no jakżeby inaczej – stabilności! To czy ta oliwka jest mniej, czy bardziej rozciągnięta, na wodach stojących i kanałach nie ma istotnego znaczenia. Za to na rzece, ta bardziej korpulentna będzie lepsza. Od tego wszystkiego jest jeden wyjątek. Przy szybkościowym łowieniu, na wodzie stałej, najlepiej sprawdzi się tzw. ołówek. Taki spławik znacznie szybciej się ustawia i lepiej sygnalizuje brania z opadu. Kiedy ryba przechwyci przynętę, to taki ołówek zamiast się momentalnie spionizować, pozostaje z lekko przechylonym i „wibrującym” nad wodą korpusem. Jeśli ryb jest dużo, to takich brań jest wiele. Stąd wyraźna i czytelna sygnalizacja – sprzyja naszej skuteczności. Nie bez powodu, taki właśnie kształt mają spławiki uklejowe. Wadą ołówków jest generalnie brak stabilności. W niekorzystnym wietrze będą miały sens tylko na krótszych batach tzw. uklejówkach. Lepiej sprawdzą się także te z krótkim metalowym kilem. Żyłka do bata Pełny zestaw to długi zestaw. Długi zestaw to dużo żyłki. A jak czegoś jest dużo, to zazwyczaj ma istotne znaczenie. W tym przypadku kluczowe będą: rodzaj i średnica. Kolejność nie jest przypadkowa. Niektóre żyłki, szczególnie te twardsze, bardziej pancerne, ze względu na swoją technologiczną strukturę, są cięższe. I do bata nie będą dobrym wyborem. Dlatego że taka żyłka mocniej przywiera do wody. Albo jak ja to mówię – klei się wody. W przypadku tych najtwardszych (np. powlekanych fluorocarbonem), mogą wręcz delikatnie zatapiać się. W łowieniu batem najważniejsza jest kontrola nad zestawem. W praktyce chodzi o to, aby oddziaływanie żyłki względem spławika było możliwie neutralne. Jeśli ta, pod wpływem ruchu wody, czy wiatru układa się w tzw. balon, to napinając się, coraz szybciej przesuwa spławik. W konsekwencji nasza przynęta już nie prezentuje się naturalnie na tle jej otoczenia. Łatwo sobie wyobrazić, że jeśli na dnie wszystko spokojnie leży, a nasz robak płynie, to raczej nie wzbudzi zaufania ostrożnej ryby. Dlatego ewentualne branie będzie nerwowe i pewnie nieskutecznie zacięte. Rzadko jest tak, że warunki nam sprzyjają. Stąd żyłką cały czas musimy pracować – niwelować ten „nadmuchiwany” przez wiatr balon. A łatwiej jest operować taką, która jest lekka i z łatwością odrywa się od powierzchni wody. Jeśli jest inaczej, to przy takim szybkim ruchu wędką, będziemy nie tylko wyrywali żyłkę, ale i spławik. W konsekwencji znowu nienaturalnie poruszali przynętą. Dokładnie ta sama zasada dotyczy łowienia metodą rzecznej przepływanki. Dlatego żyłki tzw. bolońskie będą idealne także do bata. Co do zasady, to co jest lekkie – nie jest zbyt mocne. Podobnie jest z lekkimi żyłkami. Są zdecydowanie mniej wytrzymałe, niż inne rodzaje. Ale jako, że batem zazwyczaj nie łowimy tęgo na przyponie, nie ma to aż takiego znaczenia. Za to istotnym atutem takich żyłek jest ich elastyczność, która sprzyja amortyzacji zestawu i tym samym naszej efektywności. Moim punktem wyjścia do pełnego zestawu jest średnica 0,14 mm – realne czternaście. Czasem dzwoni do nas oburzony klient i mówi: „ta wasza żyłka to gówno! Dwunastka dżaksona jest dwa razy mocniejsza!”. Jeszcze nie wszyscy rozumieją, że niektóre firmy, które powstawały w latach 90., podobnie jak politycy – do dziś kultywują propagandową efektywność. Nie liczy się rzeczywistość. Liczy się dopasowanie informacji do oczekiwań odbiorcy. Poniżej 14stki schodzę tylko, przygotowując lekkie zestawy – do 1 g –> 0,12 mm. Zakładając, że jest to realne 12, to sprawdzi się również w takiej sytuacji, jaką opisałem w przypadku zawodów na Szczycionku. Tam wspomniałem o 0,10, ale wtedy używałem taniego i przegrubionego Siglonu. Cieniej zszedłbym już tylko w zestawach do łowienia trudnych uklei (ewentualnie płotek). Miękka żyłka 0,10-11 znacząco wpływa na wyższą wartość współczynnika skuteczności: (ryby wyjęte / zacięte) x 100%. Ma to sens, kiedy uklei jest mało i liczy się każda sztuka. Te rybki mają bardzo delikatne pyszczki. Jeśli jest „za twardo”, to podczas zawodów możemy zgubić nawet kilkadziesiąt procent zaciętych sreberek. Innymi słowy skazać się na frustrację. Ponadto teoretycznie naiwna drobnica – poddana presji zawodów – staje się niechętna wobec nienaturalnie dryfującej przynęty. A im cieńsza żyłka, tym lepsza kontrola nad lekkim zestawem, szczególnie w wietrzny dzień. Kiedy łowię dużo ryb (jedną na minutę i więcej), względnie mocnym haczykiem – już od trzech gram nie waham się użyć średnicy 0,16 mm. W takich warunkach brania następują szybciej, niż potrzeba ponownego ułożenia żyłki. Za to kluczowa dla utrzymania tempa łowienia staje się niezawodność zestawu. Po prostu nie mogę dopuścić do jego definitywnego splątania. Z dwóch powodów. Raz, że to zawsze strata cennego czasu. A dwa, w kontekście wysokiej skuteczności, niezwykle ważne jest wczucie się w konkretny zestaw. Także ewentualna awaria tego łownego, to strata podwójna. Do „grubego” łowienia (jak np. w Elblągu) i spławików powiedzmy 5 g i więcej, lepsza będzie osiemnastka. Z tego samego powodu, jaki opisałem w poprzednim akapicie. Chodzi tylko o uwzględnienie większego kalibru zestawu (haczyka) i łowionych ryb. Oliwka czy śruciny? Obciążenie w batowym zestawie standardowo „buduję na oliwce”. Moja filozofia jest tutaj bardzo, ale to bardzo prosta. Mianowicie obciążenie główne musi być jak najbardziej mobilne. Dlatego że jego odległość względem haczyka jest kluczowa dla naszej efektywności. A z tym wiąże się stała potrzeba szybkiej zmiany ustawienia oliwki. Zasada jest następująca. Mam problem z zacięciem, po spławiku (szarpanych braniach) czuję, że rybom jest „ciężko” – oliwkę przesuwam w górę. Do momentu, aż skuteczność wzrośnie. Kiedy dostrzegam, że ryby rozkręcają się (po prostu w polu nęcenia pojawia się ich więcej), stają się bardziej ufne i agresywne – oliwką jadę w dół. W ten sposób przyspieszam ustawianie się zestawu i tym samym sygnalizację brań. Jeśli te ponownie stają się nerwowe, a zacięcia puste – oliwkę znowu nieco podnoszę. Wszystko dzieje się intuicyjnie – metodą prób i błędów. Od teorii ważniejsze jest, abyś po prostu zdawał sobie z tego sprawę. Nie pozostawał bierny wobec nieskuteczności. Często na zawodach obserwuję sąsiadów, którzy mimo niepowodzeń, nic nie zmieniają. Kształt oliwki generalnie nie ma znaczenia. Natomiast w nawiązaniu do jej mobilności, bardzo wygodne są te mocowane na igielitach. Co jeszcze jest ważne, to możliwie najmniejsza liczba dodatkowych śrucin! Poza tymi sygnalizacyjnymi, najlepiej, jakby na zestawie znalazły się tylko dwie lub trzy blokujące oliwkę, plus ewentualne pyłki doważające spławik (nad oliwką). Jeśli będzie ich więcej, to nic nie szkodzi. Po prostu im jest ich mniej, tym łatwiej je przesuwać wraz z głównym obciążeniem. Jeśli chodzi o obciążenie sygnalizacyjne – w zestawach batowych jestem zwolennikiem stosunkowo większego, niż standardowe. Wiąże się to z fundamentalną zasadą utrzymania stabilności, czyli naturalnej prezentacji przynęty. Uważam, że wielkość obciążenia sygnalizacyjnego, z perspektywy ryby jest mniej istotna, niż położenie oliwki. Bo czymże jest te 0,1 czy 0,2 g, w odniesieniu do 2, czy 3 g, które ryba potencjalnie może wyczuć podczas ostrożnego brania. Wpływ na moją interpretację ma też doświadczenie podlodowe. Mormyszka, jako jedyna dopuszczalna metoda na zawodach podlodowych, to nic innego jak haczyk wlutowany bezpośrednio w kawałek metalu (wolframu). Pod względem technicznym o jej skuteczności, w 90%, decyduje jej waga i wielkość haczyka. Mormyszka o masie 0,2 g uznawana jest za finezyjną „pchełkę” – do delikatnych brań. Tak więc, jeśli ryba nie ma problemu zaatakować ochotkę przymocowaną bezpośrednio do „obciążenia sygnalizacyjnego”… to tym bardziej nie będzie miała zastrzeżeń, jeśli ten ciężar znajdzie się 15 cm (i więcej) od haczyka! Przygotowując pełny zestaw, który nie jest ukierunkowany na konkretne zawody (czyli najczęściej, bo nie lubię wiązania po treningach), to mocuję na nim trzy małe śruciny sygnalizacyjne – zamiast jednej dużej. Np. moim standardem do 3-gramowego spławika (i bata) jest „sygnał” o masie 0,2 g. I jeśli taki zestaw przygotowuję typowo na Kanał Szymoński, gdzie łowi się szybkościowo, wówczas zakładam jedną dużą śrucinę nr 3 (0,2 g). Ale kiedy nie znam jego przeznaczenia – w to miejsce wolę zamocować trzy śruciny nr 6 (0,1 g). Dlaczego trzy, a nie dwie (przecież 2 x 0,1 = 0,2 g)? Bo ta dodatkowa może przydać się w dwóch skrajnych sytuacjach. Pierwsza. Kiedy ryby biorą jak szalone – sygnalizację brań i szybki opad przynęty, lepiej uskutecznić większym obciążeniem sygnalizacyjnym, niż zbyt nisko ulokowanym głównym. Zgodnie z tym, co naisałem w poprzednim akapicie. Druga. Kiedy ryby są trudne lub stoją wyżej nad dnem (jest sporo brań z tzw. opadu) – wysokie ulokowanie oliwki i trzypunktowe rozłożenie śrucin, odciąży przynętę i jednocześnie wydłuży jej opad. Często jest to ważne, szczególnie w kontekście łowienia płoci. Na moich zestawach wygląda to następująco: Zestaw 0,3 – 0,5 g -> 3 x śrucina nr 11 | 0,6 – 0,8 g -> 3 x nr 10 | 1,0 – 1,5 g -> 3 x nr 9 | 2,0 g -> 3 x nr 8 | 2,5 g -> 3 x nr 7 | 3,0 g -> 3 x nr 6 | 4 – 5 g -> 3 x nr 5 | 6 – 8 g -> 3 x nr 4 Jak już wspomniałem wyżej, dwie z trzech śrucin stanowią mój standardowy sygnał dla konkretnego zestawu. A trzecia wyjściowo trafia pod oliwkę, dając ewentualne dodatkowe możliwości. Kończąc temat obciążenia, wspomnę o oczywistym wyjątku. W zestawach uklejowych i ogólnie tych do 1 g, oliwki się nie stosuje. Główne obciążenie robię z wianuszka śrucin, które są albo tej samej wielkości, albo, idąc w górę, różnią się jednym rozmiarem. Uznajmy teoretycznie, że 10 śrucin to takie minimum. Np. spławik 0,4 g w zamyśle wyważę stosując: 3 x nr 11 i 7-8 x nr 10. Ostatecznie jakbyś się zastanawiał, czy 9 może być, a 13 to już nie za dużo – spokojnie, ryby ich nie liczą. Utarło się, że przy łowieniu uklei całe obciążenie powinno być skupione przy przyponie. Stąd taki długi wianuszek, aby opad przynęty był bardziej swobodny i naturalny. Jednak kurczowe trzymanie się tej zasady (skupionego obciążenia), to moim zdaniem błąd. Prawdziwa efektywność budowania wyniku bierze się ze skuteczności, a nie przyspieszania czegokolwiek (w tym przypadku sygnalizacji brania). Mając wiele pustych zacięć (i jednocześnie idealnie doważoną antenkę), wiem, że poza zmianą haczyka na mniejszy, pozostaje mi jeszcze odsunięcie głównego obciążenia, o 10-15 cm. Przy przyponie pozostawiam tylko dwie małe śruciny. W przypadku bardzo trudnych do wcięcia uklei, tą drugą ustawiam pomiędzy sygnalizacyjną a obciążeniem głównym. To zawsze działa – podnosi moją skuteczność! Wielkość haczyka Łowiąc tyczką – w zakresie prezentacji przynęty wiele możemy zmienić i dostrzec natychmiastową różnicę np. całkowicie stopując zestaw. Batem w większości warunków nie jest to możliwe. Nie mamy, aż tak precyzyjnej kontroli nad naszą przynętą. Dlatego, jeśli tempo brań mnie nie satysfakcjonuje, to znacznie szybciej, niż przy tyczce – zmieniam haczyk na mniejszy. I często okazuje się to przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. Ale oczywiście nie zawsze tak musi być. Trzeba kalkulować. Bo co z tego, że branie leszcza będzie szybsze, jeśli ryzyko jego spięcia znacząco wzrośnie? A każdy z nas wie, że nie ma nic gorszego, niż zaraz po zacięciu spiąć leszcza, jeszcze w polu nęcenia… Natomiast przy drobnicy mniejszy haczyk nie dość, że prawdopodobnie przyspieszy tempo brań, to zwiększy także procent tych efektywnie wykorzystanych. Schodząc rozmiarem w dół, w pierwszej kolejności wybieram te mocniejsze wersje. Jeśli to nie pomaga, dopiero wtedy haczyk zmieniam na delikatniejszy. Jednocześnie dostosowuję do niego zacięcie i uważność podczas holu ryby. Jasna sprawa. Długość Przygotowując zestaw w domu, nigdy go dokładnie nie mierzę. Biorę tylko pod uwagę, do jakiego najdłuższego bata mogę go potencjalnie użyć. Można liczyć obroty na drabince lub na biurku oznaczyć długość jednego metra. Ale nie ma sensu mierzyć co do centymetra. Oby tylko na stanowisku nie tracić czasu i koncentracji na dowiązywanie żyłki. Dopiero nad wodą, kiedy wezmę wędkę do ręki, jestem w stanie ocenić – o ile zestaw powinien być od niej krótszy, żeby było mi wygodnie. Jest to kwestia indywidualna, chociażby ze względu na długość rąk. Moje są krótkie. Stąd raz, że nieco dłuższy zestaw będzie dla mnie wygodniejszy, a dwa, niweluję jego zasięg względem długorękich kolegów. Na pewno w długich batach gumkę do haczyka zaczepimy na dolniku wyżej, niż w uklejówkach. Im krótsza i lżejsza wędka, tym niżej możemy ją chwytać (przy łowieniu uklei te 20 cm dodatkowego zasięgu często ma znaczenie!). Ugięcie wędki podczas holu też będzie miało jakieś znaczenie. Poza tym, haczyk powinien swobodnie wpadać w nasze ręce, bez zbędnego wymachiwania. Lepiej, jak zestaw będzie odrobinę za długi, niż za krótki. Choćby z tego względu, że łatwiej jest go skrócić, niż wydłużyć. Ponadto im krótszy jest zestaw względem kija, tym trudniej jest lądować rybę w podbieraku. Często podczas holu, musimy mocniej nagiąć szczytowe sekcje, bo brakuje nam jeszcze tych kilku centymetrów. A pewnie jak każdy znasz ten ból, kiedy fajna ryba spada dosłownie tuż obok podbieraka! Po ważeniu okazuje się, że to właśnie jej zabrakło do zwycięstwa… Technika łowienia Pierwsze, co przychodzi mi do głowy: łowienie batem jest banalne. Wystarczy machnąć i zestaw już jest w wodzie. Po braniu szarpnąć wędką do góry i ryba sama wpadnie w ręce…. Idąc tym tropem, spinning też jest banalny. Wystarczy rzucić i trafić przynętą do wody. Szczupak jak weźmie, to sam się zaczepi… A tak serio, w obu przypadkach łatwy jest tylko próg wejścia. Przykładowo, będąc laikiem nieporównywalnie szybciej zaczniemy wyjmować ryby na feeder, niż na odległościówkę. Dlatego, że w zdobyciu podstawowych i zarazem niezbędnych umiejętności, te metody dzieli przepaść. Batem ryby może łowić każdy, od pierwszej sesji. Ale łowić a łowić skutecznie, to już coś zupełnie innego. Szczególnie dla ciebie ambitnego wędkarza. Zarzut Zacznę od takiej anegdoty z zawodów. Kiedy kolega obok dynamicznie wymachuje zza pleców długim batem, wówczas nieskromnie mówiąc, czuję, że to nie będzie wyrównany pojedynek. Zestaw wyrzucony w ten sposób jest napięty jak struna. Od szczytówki po haczyk. Wiąże się z tym wiele drobnych konsekwencji. Wiatr napierając na napiętą żyłkę, natychmiast ściąga i przesuwa zestaw. Nasza przynęta już od pierwszych chwil wygląda co najmniej podejrzanie (na tle otoczenia). Niezależnie od wiatru, tak czy siak natychmiast musimy podciągnąć spławik, bo na naprężonej żyłce ryba szybko wyczuwa opór. A wtedy brania są nerwowe i niepewne. To taka dodatkowa strata czasu. Dopiero co zarzuciliśmy zestaw, a już musimy nim szarpać i go poprawiać. Także wymach zza pleców rozpoczyna ciąg zdarzeń, które na naszą skuteczność będą wpływać wyłącznie źle. W praktyce wygląda to tak, że taki „zamachowiec” robi dużo świstu i zamieszania. Puste zacięcia powodują wzrost irytacji. I z czasem wymachy stają się jeszcze ostrzejsze. Takie błędne koło. Dobry baciarz na tle zamachowca jest niczym cicha myszka. Jego ruchy są spokojne i opanowane. Daleko mu do jakichkolwiek przejawów chaosu. Zwraca na siebie uwagę dopiero, kiedy holuje większą rybę. A jak wyrzuca zestaw? Oczywiście spod siebie. W jednej ręce ma przypon, w drugiej wędkę. Dynamicznie, a zarazem lekko podrywa ją ku górze, i w ten sposób bezszelestnie wyprowadza zestaw przed siebie. Ten wpada do wody, jakby ciszej, niż powinien. Ruchy, to jest coś co łatwo pokazać, a trudno opisać. Ale chociaż spróbuję naświetlić efekt, jaki uważam za optymalny. Teoretycznie ujmę to mniej więcej tak: po zarzucie żyłka pomiędzy szczytówką i spławikiem powinna opaść liniowo, ale bez strunowego napięcia! W praktyce robię to następująco: przed lądowaniem obciążenia w wodzie, lekko uniesioną szczytówką wyhamowuję zestaw tak, aby oliwka wpadła nieco bliżej, niż, gdyby odleciała na pełny liniowy zasięg żyłki i wędki (jak przy wymachu zza pleców). Ołów wytraca prędkość i do wody wpada zdecydowanie mniej hałaśliwie. Oczywiście świadomość to za mało. Jak zawsze niezbędne będzie nabranie wprawy i w konsekwencji automatyzmu. Jest jeszcze jeden możliwy efekt zarzutu pełnego zestawu. Przydaje się przy szybkościowym łowieniu lub, kiedy chcemy ominąć przeszkadzającą w toni drobnicę (najczęściej ukleje). Polega on na tym, że ołów i spławik wpadają do wody mniej więcej w tym samym miejscu. Ale obciążenia już nie wyhamowujemy. Staramy się, aby do wody wpadło swobodnie – na luźnej żyłce (przez dynamiczne opuszczenie szczytówki w ostatniej fazie). Dzięki temu oliwka wraz z haczykiem lecą do dna niemal pionowo. Znacznie szybciej, bo nie holują za sobą spławika, który oczywiście też ustawi się szybciej. Krótko mówiąc – wszystko dzieje się szybciej – kosztem jedynie prezentacji opadającej przynęty. Ale umówmy się. Jak ryb jest dużo, albo ukleje przysłowiowo nie dają nam żyć, prezentacja jest najmniej ważna. Ponadto ta technika świetnie sprawdzi się na łowiskach głębokich. Przy klasycznym wachlarzu (kiedy żyłka między spławikiem i oliwką jest napięta) – opad przynęty bardzo się wydłuża. I jeśli ryb szukamy przy dnie, to nie ma sensu tracić na to czasu. Tym bardziej, gdy w toni grasuje niepożądana drobnica. Oczywistym wyjątkiem od tego, co wyżej napisałem, jest łowienie uklei. Zestawy uklejowe, poza wyjątkami, są zbyt lekkie do wyprowadzania ich spod siebie. Ponadto plusk uderzenia zestawu o wodę, często bywa dla uklei wabiący, podobnie jak ten wpadającej zanęty. Kontrola zestawu Mam poczucie, że w tym rozdziale niemal na każdym kroku przewijało się znaczenie kontroli zestawu, oraz stabilnej i tym samym naturalnej prezentacji przynęty. Dlatego, żeby nie przynudzać, spróbuję dopowiedzieć tylko to, o czym mogłem nie wspomnieć. Wszystko sprowadza się do fundamentalnej zasady: im mniej żyłki leży na wodzie, tym lepiej – dla kontroli zestawu i skuteczności zacięcia. Kiedy warunki nam sprzyjają i możemy trzymać wędkę dość wysoko uniesioną, zwyczajnie będzie nam łatwiej. Natomiast na wodzie płynącej jest to po prostu konieczne. Im bardziej zadzieramy kija ku górze, tym lepszą mamy kontrolę nad spławikiem. Ale jednocześnie skraca nam się dystans, na którym łowimy. Przykładowo. Rzeka Elbląg ma około 4 metrów głębokości. Czyli teoretycznie pełnym 8-metrowym zestawem, możemy tam łowić na dystansie około 11,5 m (15,5 – 4). Jednak w praktyce, aby właściwie prowadzić i kontrolować ten zestaw, kule powinniśmy wrzucić na odległość 10 m. Zgodnie z zasadą, że lepiej ciut za blisko, niż za daleko. Kiedy rozkładamy i bata, i tyczkę, sprawdźmy jego dokładny (i dla nas wygodny) zasięg względem tyczki. Dystans tyczki możemy skrócić uchwytem, wydłużyć krótkim dopalaczem. Batem łowić ciut bliżej – nie ma problemu, będzie nawet łatwiej. Ale w drugą stronę, to już nie działa. Dlatego przygotowując się pod te dwie metody, to bat powinien determinować odległość pola nęcenia, ponieważ jego możliwości są mniejsze. Zacięcie Amortyzacja bata nigdy nie będzie tak doskonała, jak przy idealnie dopasowanym do haczyka amortyzatorze z tyczki. Tak samo kąt zacięcia ryby nie będzie tak optymalny, jak przy zestawie skróconym. Tak więc kwestia wyczucia odgrywa tutaj skrajnie ważną rolę. Nie wiem, czy da się precyzyjnie opisać siłę zacięcia. Jeśli tak, to pewnie byłoby to bardzo skomplikowane. W każdym razie, zacięcie powinno być tylko minimalnie bardziej dynamiczne, niż samo wyjęcie zestawu z wody. To w niczym nie może przypominać gwałtownego szarpnięcia! Im ostrzejsze zacięcie, tym większe ryzyko, że wokół wbitego haczyka powstanie „wyrwa”, w której zadzior ma więcej przestrzeni na wypięcie się. Na pewno nieraz, podczas wyczepiania zauważyłeś, że haczyk dosłownie wypadał z pyszczka ryby. Dlatego tak często odpinają się w podbieraku. I z tego samego powodu, do łowienia drobnicy, nie sprawdzają się haczyki z nadmiernie grubego drutu. Bo kiedy zatniemy za lekko, to haczyk nie wbije się (ze względu na niską masę ryby), a kiedy za mocno – to już wiemy. Jak od wszystkiego są wyjątki. Czasem okoliczności zmuszają nas do zastosowania bardzo mocnego haczyka, a jednocześnie nasza wędka, to dalej ten sam finezyjny bat wykończony elastyczną wklejką. Wtedy oczywiście zacięcie musi być zdecydowanie mocniejsze, bardziej dynamiczne. Inaczej haczyk mógłby się zwyczajnie nie wbić. Podobnie, kiedy łowimy na głębokim łowisku, niezależnie czy tyczką, czy batem, w zacięciu należy wyczuć poprawkę na opór wody i rozciągliwość zestawu. Batomaczówka… W tej książce, to będzie pierwszy fragment, w którym teoria miażdżąco przytłoczy moje praktyczne doświadczenie. Na zasadzie – znam, rozumiem, ale nie stosowałem… A dokładniej, tylko raz łowiłem w ten sposób. Mam na myśli metodę tzw. frangielki, którą ja nazwałem „batomaczówką”. Teraz być może zadajesz sobie pytanie: „Kacper, po co piszesz o czymś, co w twojej karierze nie odegrało żadnej roli?!” Ano nie odegrało. Ale tylko dlatego, że wówczas, kiedy ta metoda mogłaby przynosić mi dodatkowe profity, ja po prostu jej nie znałem! O batomaczówce dowiedziałem się przypadkiem. Stało się to po tym, jak Rive do swojej oferty wprowadziło wędkę opisaną jako kij do frangielki. Zaciekawiłem się, kupiłem ją… I od wielu lat stoi nieużywana w moim składziku. (Właśnie poczułem nagły przypływ emocji, aby w końcu ją uzbroić). Ta frangielka to nic innego, jak już wyżej wspomniana old school’owa wędka w stylu brytyjskim. Czyli nasadówka, która może służyć zarówno do pełnego, jak i skróconego zestawu. Jak sama nazwa wskazuje – ta metoda, to połączenie bata i maczówki. Oczywiście w dużym uproszczeniu, bo różne określenia, można różnie interpretować. Na przykład dla mnie każde połączenie wędki, kołowrotka i spławika, w którym zestaw wyrzucamy poza zasięg samej wędki – to odległościówka. No bo dzięki użyciu kołowrotka, mogę łowić na różnych odległościach – ot taka prosta interpretacja. Ale u kultowych wędkarsko Wyspiarzy ten podział jest szerszy. Bo u nich są dwie metody. Nie pomylę się chyba, jeśli napiszę, że jedna to tzw. metoda angielska (czyli klasyczna odległościówka), a druga to waggler. W tej drugiej, co do zasady, nie topi się żyłki i łowi raczej blisko (do tego tematu wrócę w kolejnym rozdziale). W każdym razie, frangielka, tłumacząc po zachodniemu, to będzie wariacja już nie dwóch, a trzech metod – bata (wędka i długość zestawu), odległościówki (topienie żyłki) i wagglera (spławik i obciążenie)… Przechodząc do konkretów. W batomaczówce łowimy pełnym zestawem, zbudowanym na tonącej żyłce, ze spławikiem typu waggler. I pewnie już zauważasz potencjalne atuty tej hybrydowej metody? Przede wszystkim, będzie to nieco większy zasięg, niż przy klasycznym bacie. No bo wędka i zestaw układają się liniowo (szczytówkę trzymamy tuż nad lub pod wodą). Do tego zatopiona żyłka nie wymaga korygowania jej ułożenia. Nie działają na nią ani wiatr, ani fala, jedynie naturalny dryf wody (naturalny to słowo klucz w kontekście prezentacji przynęty). No i najważniejsze – mamy spławik o podobnej wyporności, co klasyczny, ale całe główne obciążenie znajduje się bezpośrednio w jego konstrukcji. Na żyłkę trafia wyłącznie te sygnalizacyjne (około 10%). W ten o to sposób, długim batem możemy -łowić stabilnie i jednocześnie finezyjnie. Gdzie i kiedy batomaczówka może okazać się swoistym kilerem? Przede wszystkim na łowiskach płytkich, dając nam możliwość wyłamania się poza linię tyczek. I właśnie na takiej wodzie, ta metoda, a dokładniej wariacja wykorzystująca jej założenia, pozwoliła mi wybronić się z beznadziejnego stanowiska. Były to zawody Mivardi Day 2021, rozgrywane na niewielkim stawie w Czechach. Jedną z ustalonych reguł było to, że nie mogliśmy stosować wędki z kołowrotkiem. Tak więc wszyscy byli niejako ograniczeni zasięgiem tyczki. W pierwszej turze wygrałem swój sektor. I zgodnie z innym ciekawym punktem regulaminu – zwycięzca następnego dnia mógł wylosować tylko jedno z trzech stanowisk – tych, na których w sobotę zawodnicy zajęli ostatnie miejsca w swoich sektorach… No i mi trafiło się to najgorsze z najgorszych – w pierwszej turze padło na nim okrągłe 0. Okazało się, że pod tyczką było zaledwie 50 cm wody. U sąsiadów głębiej było tylko o 20 cm, ale to zawsze prawie o połowę więcej. Tamtego poranka, nieco przygnębiony (w końcu przejechałem niemal 1000 km), przypomniałem sobie o… frangielce! Nic by mi ta myśl nie pomogła, gdyby nie fakt, że w moim busie znaleźć można wszystko. A już na pewno żyłkę do macza. Szczęśliwie złożyło się, że w bocznych drzwiach miałem też kilka wagglerów (akurat tydzień wcześniej namiętnie je ćwiczyłem). To był dzień, w którym wspomniana bato-tyczka z Rive bardzo by mi się przydała (i znowu ta emocja, że w końcu muszę ją uzbroić). Przygotowanie zestawu zajęło mi dosłownie chwilę. Zamocować spławik i dosłownie kilka śrucin, to żadna filozofia. Natomiast problem stanowiło poprawne zarzucenie zestawu (4-gramowego wagglera) – tyczką. I to jest właśnie ta wspomniana wariacja. Po prostu, łowiąc długim batem, bez amortyzatota, zatrzymanie karpia byłoby prawie niemożliwe (pomijając już kwestię jego wytrzymałości). Co innego typowa frangielka, której jak już wiesz nie miałem. Po dłuższej chwili testów, stwierdziłem, że zestaw długości 5 elementowego topu, technicznie i zasięgowo, będzie optymalny. Wymachy z dłuższą żyłką prawdopodobnie skończyłby się złamaniem wędki. Od razu dopowiem, że tyczka do tego celu musi być naprawdę mocna. Moja Hydra Evo Slim, mimo że pancerna – czułem jej wysiłek podczas każdego wyrzutu. Nie przedłużając. Metoda tyczko-wagglera okazała się strzałem w dziesiątkę! Z beznadziejnego miejsca wybroniłem się na sektorową dwójkę. Przegrałem tylko z najlepszym skrajnym stanowiskiem. I gdyby nie to, że przez połowę tury motałem się (uczyłem się nęcić, zarzucać, zacinać i holować) – bez problemu dzięki tej wariacji bym zwyciężył. A i tak w generalce skończyłem trzeci. W ogóle należy zaznaczyć fakt, że na tym konkretnym łowisku, ta metoda nie miałaby sensu, gdyby nie zakaz stosowania kołowrotka. Zawsze maczówka z wagglerem, na duże ryby, będzie lepszym wyborem. No i powyższe zdanie idealnie podpowiada, dlaczego batomaczówka w praktyce nie ma dla mnie zastosowania. Po prostu, kiedy mam łowić poza zasięgiem tyczki – odległościówka jest dla mnie poręczniejsza. Ale dla osoby, która jeszcze jej należycie nie opanowała (a skuteczne łowienie na krótkim dystansie jest trudne) – batomaczówka może być ciekawą alternatywą. Szczególnie na łowiska płytkie. Ostrożne ryby mogą nie tolerować majtającej się nad ich głowami szczytówki i trzymać się nieco poza linią tyczek. Poza tym długi bat z klasycznym zestawem, na płytkiej wodzie, jest po prostu toporny (dużo obciążenia na żyłce) i nieefektywny (długi odcinek żyłki na wodzie). Do głowy przyszła mi jeszcze jedna potencjalna sytuacja nad wodą, która idealnie nawiązuje do tego, co napisałem we wstępie tego podrozdziału. Mianowicie, nim kupiłem swoją pierwszą tyczkę, minęła dekada moich amatorskich startów. I często batem musiałem radzić sobie w bardzo wietrzne dni. Przy porywistym bocznym wietrze frangielka, niezależnie czy na 5, czy 8-metrowej wędce zapewne byłaby dla mnie skuteczną alternatywą. Ale ja tej metody po prostu nie znałem… Tak więc jeśli nie masz jeszcze tyczki, koniecznie jej wypróbuj! Jako że jestem teoretykiem, a nie praktykiem batomaczówki, to szczegółów techniki samego łowienia opisywać nie chcę. No dobra… Napiszę, jak ja widzę to oczami wyobraźni, a ty po prostu sam sprawdź. A więc zamykam oczy i… Zestaw płynnym ruchem wyrzucam zza pleców, tak aby do wody wpadł na napiętej żyłce. Potem lekko zanurzam szczytówkę, dynamicznie cofam dolnik (łokciem do tyłu) i wyjmuję szczytówkę. Ten proces ma jednocześnie zatopić żyłkę, i zluzować ją pomiędzy szczytówką a spławikiem. Zacięcie to najpierw ruch szczytówką do boku, a potem wędkę płynnie prowadzę do góry. Podsumowując, jeśli ten temat cię zainteresował – spróbuj, przetestuj, a potem dopracuj detale. Uważam, że warto. Kacper Górecki
Łowienie na trociowej rzece Skrabeån Klienci mają do wyboru różne opcje: jednodniowy wypad nad rzekę bez zmiany zakwaterowania (przebywając na stałe w domku nad Mörrum), wypad jednodniowy z noclegiem nieopodal rzeki, czy wreszcie pobyt dłuższy – kilkudniowy z zakwaterowaniem w pobliżu rzeki w pensjonacie „Bed & Breakfast”.
Metoda feeder to obecnie jedna z najpopularniejszych, a zarazem najprężniej rozwijających się metod połowu białorybu w Polsce. Duża skuteczność i wielozadaniowość sprawiła, że wędkarze ją pokochali, i obecnie jest bardzo mocno wykorzystywana zarówno na łowiskach komercyjnych, jak i PZW. W tym artykule poznasz tajniki jej używania oraz sprzęt, który może okazać się niezastąpiony w tej również: Wędkarstwo – rodzaje, porady i sprzęt Metoda feeder i jej tajniki Na samym początku powinniśmy zaznaczyć, że metoda praktycznie w całości opiera się na punktowym łowieniu ryb z systematycznym zanęcaniem. W odróżnieniu od spławika czy odległościówki na płocie nastawiona jest na większe okazy leszczy, karpi czy linów, przez co częstotliwość brań jest mniejsza, ale zabawa równie wędkarz wie jednak, że na sukces podczas połowu przekłada się wiele czynników, począwszy od pogody, przez sprzęt, kończąc na zwyczajnym szczęściu. Jeśli chcemy mu pomóc, powinniśmy pamiętać o kilku ważnych kwestiach, które pozwolą nam wybrać dobry sprzęt i metody połowu, a co za tym idzie – zwiększyć swoje szanse na złowienie medalowej sztuki. Zestaw do metody feeder. Wędzisko, które da frajdę i zapas mocy Jako że rynek wędkarski jest bardzo mocno rozwinięty, to możemy znaleźć coraz więcej firm oferujących przeróżne modele wędzisk przeznaczonych do tej właśnie metody. W gruncie rzeczy wędki feeder różnią się długością, ciężarem wyrzutowym czy jakością wykonania kosmetycznych elementów. Nie ma co ukrywać, że im droższa wędka, tym lepsza jakość, niemniej jednak za 100 złotych można kupić wędzisko, które poradzi sobie w każdych warunkach i sprosta wymaganiom się na zakup wędziska, powinniśmy zwrócić uwagę przede wszystkim na długość. Standardowe modele oscylują w granicach 3,3 metra, przy czym coraz popularniejsze stają się 4-metrowe kije. Głównie za sprawą tego, że metoda feeder jest stosowana do odległościowego łowienia. Dzięki temu dużo łatwiej wykonywać takie rzuty i zachować przy tym precyzję, a co za tym idzie skuteczniej łowić. Mocny kołowrotek to podstawa łowienia na feeder Gdy mówimy o wędzisku, powinniśmy pamiętać również o odpowiednim kołowrotku. Zestaw do metody feeder nie obędzie się bez odpowiednio odpornego kołowrotka, który przejmuje na siebie waleczność karpi czy leszczy, a dodatkowo dzięki zastosowaniu wolnego biegu poradzi sobie z braniami nawet dużych nie jest to tak, że każdy feederowy kołowrotek będzie sobie dobrze radził niezależnie od złożonego zestawu. Jeśli wybieramy lekki zestaw na leszcze czy płocie, kołowrotek nie musi być ogromny i bardzo wytrzymały. Wystarczą tutaj modele o wielkości 3000-4000 o 6-8 łożyskach. W przypadku większych karpi natomiast wymagany jest nieco bardziej odporny kołowrotek o stalowej budowie i dużej pojemności co do nawijanej żyłki. Jest to bardzo istotne ze względu na wielkość ryb i ich odjazdy, które dla słabszego kołowrotka mogłyby skutkować poważnymi uszkodzeniami. Cechą bardzo istotną przy wyborze kołowrotków do feedera jest klips. Z racji tego, że jest to wędkarstwo bardzo precyzyjne, gdzie każdy rzut powinien lecieć w to samo miejsce. Ponadto problematyczne dla żyłki jest również częstotliwość samych rzutów. W metodzie przerzucamy zestaw średnio co 15 min, przez co klips, który jest źle wykonany mógłby przecierać żyłkę, a w efekcie doprowadzić do jej zerwania. By tego uniknąć, warto przed zakupem sprawdzić, czy jest on dokładnie wykonany i nie zawiera ostrych elementów. Unikniemy w ten sposób pękania żyłki, a co za tym idzie utraty zestawu nawet przy bardzo dużych okazach. Jaka żyłka do feedera? Wędkarstwo gruntowe feeder to nie tylko wędka i kołowrotek, ale również wiele bardzo ważnych dodatków, które potrafią przesadzić o wyniku naszych polowań. Jednym z najważniejszych akcesoriów, bez którego nie zaczniemy wędkować, jest żyłka. Element kluczowy, który odpowiada w głównej mierze zapewnia bezpieczeństwo zestawu, jak i złowionej ryby. Jak wiemy, musi być ona odpowiednio wytrzymała, a zarazem są to żyłki od 0,25 do 0,30, które idealnie sprawdzają się niezależnie od wagi zestawu i odległości wykonywanych rzutów. W wypadku koloru mamy dowolność co do oferowanych rozwiązań, jednakże w przypadku białorybu lepszym wyborem będą neutralne kolory. Podobnie sprawa wygląda z przyponami, bez których nie ma możliwości wykonania dobrego zestawu. Idealnie w tym celu sprawdzają się żyłka lub plecionka fluorocarbonowa, które cechują się dużą wytrzymałością i wielozadaniowością. Nie mniej jednak mają one pewną bardzo istotną wadę, która wymaga odpowiedniego podejścia. Mowa tutaj o bardzo dużej łatwości, z jaką zwiją się i gnie, gdy jest nieodpowiednio przechowywana. Aby tego uniknąć, poleca się stosowanie portfeli do przechowywania przyponów. Dzięki temu możesz przygotować je wcześniej w domu i zabrać ze sobą na łowisko. Przeczytaj również: Węzły wędkarskie: o czym należy pamiętać? Podpórka do feedera i nie tylko Innym nieco bardziej niezbędnym gadżetem jest podpórka do feedera. Jest ona niezbędnym przedmiotem do odpowiedniego wypoziomowanie zestawów, a tym samym lepszego sygnalizowania brań. Dodatkowo podpórki pozwalają w pewnym stopniu regulować pracę samego zestawu, szczególnie jeśli łowimy na rzece czy podczas intensywnego do pozostałych przedmiotów, które powinniśmy zabrać na wodę, to są to kwestie bardzo indywidualne i dopasowane do każdego z osobna. Jeśli preferujesz używanie siatki czy siedziska, zabieraj je ze sobą, podobnie jak szereg innych rzeczy, które są ci potrzebne nad wodą. To, co wybierzesz, podobnie jak to, na jakie przynęty będziesz łowił, to tylko i wyłącznie twoja indywidualna decyzja, która może skutkować sukcesem bądź porażką. Jednak z tak przygotowanym zestawem i odrobiną cierpliwości ty również możesz liczyć na duże ryby. Polecamy:
Łowienie na bata nazywane jest również techniką pełnego zestawu. Odcinek żyłki od szczytówki do haczyka jest tylko nieznacznie krótszy od wędki. Przyjmuje się, że spławik powinien być wyważony w taki sposób, aby tylko kilka milimetrów antenki wystawało ponad powierzchnię wody. Na wody stojące idealne będą popularne
Metoda gruntowaAnonimowy |09 sty : 21:30GośćOdpowiedzok a coś więcej o łowieniu na feedera? Metoda gruntowaDominik |09 sty : 23:33Komentarze: 369OdpowiedzDo łowienia stosuje się wędki typu "feeder" - są to najczęściej wędziska długości metra, zakończone jaskrawą miękką szczytówką. Taka budowa przystosowuje wędzisko do obserwowania brania na szczytówce. Metodę nazywa się "drgająca szczytówka" lub w skrócie "DS".Feeder jest bardzo popularną metodą i powszechną. Wiele wędkarzy ją stosuje. Nie może być jednak stosowany za każdym razem. Ważny jest typ dna łowiska - jeśli jest porośniętę gęsto roślinnością to z metody gruntowej musimy zrezygnować - przynajmniej początkujący muszą . Cóż więcej - nie zadałeś konkretnego pytania, nie bardzo wiem w jakim kierunku wiedzy oczekujesz. Postaram się jeszcze można stosować wszelkie.. nie ma jakiś konkretnych ograniczeń. Można łowić małe ryby i średnie, a nawet pozwala na łowienie na dalekich odległościach - jednocześnie nęcąc łowisko. Często jest najskuteczniejszym sposobem w połowie niektórych gatunków na niektórych łowiskach, np. leszcza, płoci, czasem lina, karpia. Jednak co do gatunków to nie jest reguła - zależy wszystko od łowiska, dnia pogody masz jeszcze jakieś pytanka - chętnie odpowiem, jednak prosiłbym na przyszłość nieco konkretniej . Pozdrawiam. Metoda gruntowaMichal42 |06 paź : 21:31Komentarze: 6Zarejestrowany: 06 paź : 20:50Odpowiedzczym sie różni feeder od pickera? Pytam,poniewaz kiedys zapytalem gościa czy łowil na pickera? On na to:" nie dalo rady,łowiłem na feedera. Metoda gruntowaDominik |06 paź : 22:27Komentarze: 369OdpowiedzPicker i feeder są ze sobą powiązane. Obie wędki używa się do metody gruntowej a sygnalizatorem brań w obu przypadkach jest drgająca szczytówka (DS). Picker jest lżejszą odmianą metody gruntowej z drgającą szczytówką. Wędzisko takie jest krótsze - rzadko przekracza 3 metry. Również jego ciężar wyrzutu jest mniejszy. Na picker łowi się przeważnie na wodach stojących a wędkę ustawia się na dwóch podpórkach równolegle do linii brzegowej ale tak by wędka z żyłką tworzyła kąt 90 jest cięższą odmianą pickera. Długość wędziska przekracza 3 metry, ma większy ciężar wyrzutu i łowi się nim przeważnie na rzekach. Wędkę ustawia się pionowo do góry tak by w wodzie był jak najmniejszy odcinek żyłki - w celu żeby prąd rzeczny napierał na żyłkę jak śmiało rzec że feeder jest cięższą odmianą pickera lub że feeder jest rzeczną odmianą zapytałeś kogoś czy łowił na pickera a on odpowiedział że nie dało rady, najprawdopodobniej warunki łowiska lub zestaw jaki posiadał nie pozwalał mu łowić na pickera - zestaw był zbyt ciężki i przekraczał ciężar wyrzutu pickera lub łowił na rzece gdzie był uciąg i drobniejszy picker nie spełniałby swojej roli należycie. Pozdrawiam Metoda gruntowaMichal42 |07 paź : 08:06Komentarze: 6Zarejestrowany: 06 paź : 20:50Odpowiedzok,dzieki Metoda gruntowaMichal42 |07 paź : 16:22Komentarze: 6Zarejestrowany: 06 paź : 20:50Odpowiedzczyli feeder ma poprostu grubszą to rozumuje. Metoda gruntowaDominik |07 paź : 16:41Komentarze: 369OdpowiedzNie koniecznie, większa wytrzymałość raczej wiąże się z akcją wędziska, materiałem z jakiego jest wykonana i ciężarem wyrzutu. Z grubością nie koniecznie, już prędzej można powiedzieć że feeder jest dłuższy. Ale główną różnicą jest ciężar wyrzutu !!! Picker ma mniejszy, feeder większy. Metoda gruntowaMichal42 |07 paź : 17:00Komentarze: 6Zarejestrowany: 06 paź : 20:50Odpowiedzno i gra Metoda gruntowa Aga@ |01 lis : 17:17GośćOdpowiedzSuper artykuł może się przyda Metoda gruntowaDominik |03 lis : 16:36Komentarze: 369OdpowiedzCieszę się, że mogłem pomóc Metoda gruntowa bartekdgr |17 gru : 21:27GośćOdpowiedzsiemka :d jak zrobic zestaw aby nie przeciążyć wędziska .Czy wędka ,,karpiówka,, przy połowie z gruntu nada sie na takie ryby jak :leszcz ,lin ?>karp wiadomo Metoda gruntowaDominik |17 gru : 21:36Komentarze: 369OdpowiedzWystarczy przestrzegać informacje o ciężarze wyrzutu wędziska. Cały zestaw nie powinien ważyć więcej niż jest napisane na wędce. Karpiówka będzie nieco sztywna i mocna na leszcze i liny ale przy metodzie gruntowej nada się . Pozdrawiam. Metoda gruntowa Stajko |10 mar : 10:03GośćOdpowiedzMam pytanko.. czy waga koszyczka, ma rolę w tym czy mała ryba będzie mogła wyciągnąć żyłkę na wolnym biegu szpuli?. Metoda gruntowaBogdan |10 mar : 10:23Komentarze: 377OdpowiedzNależy dać większą wagę koszyczka wtedy gdy chcemy zarzucić dalej, lub gdy na rzece jest duży uciąg wody. Natomiast ciężar jego nie ma wpływu na wyciąganie żyłki z kołowrotka, dlatego, że koszyczka ryba nie ciągnie, a tylko samą ryba nie da rady pociągnąć żyłki na załączonym wolnym łowiąc sandacza ja nie załączam wolnego biegu tylko otwieram kabłąk i wieszam papierek na żyłce. Jak jest duży wiatr to papierek kładę na ziemi i przysypuje odrobiną piasku, lub kładę na nim malutki kamień. Metoda gruntowa Stajko |10 mar : 17:52GośćOdpowiedzSzczerze ci powiem, że mam świętny kołowrotek i żyłka z wolnego biegu zchodzi jak po maśle.. i nawet płoć daje rade zabrać żyłkę.. Metoda gruntowaBogdan |10 mar : 19:33Komentarze: 377OdpowiedzJa mam też wolne biegi wyregulowane idealnie, ale używam ich tylko do połowu karpi na metodę włosową. Metoda gruntowaDominik |10 mar : 22:32Komentarze: 369OdpowiedzStajko, jeżeli ryba będzie na tyle duża żeby wyciągnąć żyłkę z kołowrotka to wyciągnie bo waga koszyczka nie ma na to wpływu przy prawidłowo skonstruowanym zestawie. Koszyczek jest zamontowany przelotowo. No chyba że Ci się zaplącze w wolnego biegu używam również do połowu karpi tak jak Bogdan, ale także węgorzy. Płotki to zazwyczaj na drgającą szczytówkę Metoda gruntowadaniel1886 |12 kwi : 11:03Komentarze: 3Zarejestrowany: 09 gru : 09:30OdpowiedzCzy płotki można poławiać z gruntu przy pomocy sygnalizatora zawieszonego pomiedzy przelotkami tzw bombki? czy to zbyt cięzki sprzęt ? Pytam ponieważ nie wiem czy musze zainwestować w wędzisko z DS czy tez wystarczy taka bombka Metoda gruntowaDominik |12 kwi : 13:04Komentarze: 369OdpowiedzJeżeli nie będziesz używał bardzo grubej żyłki i zestaw nie będzie ci się plątać to spokojnie możesz używać bombki jako sygnalizatora. Nie będą to brania w stylu karpiowym ale na pewno będzie widać Metoda gruntowa darek |12 kwi : 21:17GośćOdpowiedzfajna strona chcialem polecic wszystkim metode drgajacej szczytowki jest naprawde super nadaje sie na wody stojace I rzeki na mala I duza rybe wszystko zalezy od tego jak miekka zalozycie szczytowke zawsze lubilem splawik ale jak 2 lata temu sprobowalem ds to juz tak zostalo to moja ulubiona metoda tylko trzeba pilnowac szczytowki jak chcemy cos zlapac teraz chcialbym sprobowac ze spiningiem ale mam tylko "teoretyczne " doswiadzcenie I to na bardzo niskim poziomie ale w tym sezonie sprobuje Metoda gruntowaDominik |12 kwi : 22:26Komentarze: 369OdpowiedzPolecam spinning, sam również bardzo dużo spinninguję - głównie na mazurach. To o wiele aktywniejsza metoda niż DS. Nie rozsiądziemy się w fotelu czekając aż ryba do nas przypłynie, w spinningu to my musimy znaleźć rybę. Pozdrawiam Metoda gruntowa darek |12 kwi : 22:44GośćOdpowiedzdlatego w tym sezonie sprobuje na pewno Metoda gruntowa daro |12 kwi : 22:57GośćOdpowiedzale fajnie tak usiasc w fotelu na wieczorna zasiadke rozpalic male ogniseczko drzewo strzela w ognisku ty pijesz piwko a jak jeszcze sie rybka trafi to juz wogole super relax cudowne uczucie kazdemu polecam Metoda gruntowaDominik |13 kwi : 09:35Komentarze: 369OdpowiedzDoskonale Cie rozumiem kolego Metoda gruntowa daro |15 kwi : 20:06GośćOdpowiedzjuz niedlugo lato cieple noce I znowu sie zacznie Metoda gruntowa estradonai |29 sie : 10:29GośćOdpowiedzŁowienie na grunt z takim koszyczkiem to już przeżytek. Poczytajcie sobie o "method feeder" i specjalnych koszykach otwartych z krótkim przyponem tzw flat feeder. Metoda gruntowaDominik |29 sie : 17:55Komentarze: 369OdpowiedzWitam kolegę i odpowiem tak: czy przeżytek czy nowość, liczą się wyniki Jednak bardzo chętnie bym poczytał gdybyś rozwinął swoją wypowiedź, przedstawiając owe metody na naszym forum: FORUMPozdrawiam. Metoda gruntowaBogdan |29 sie : 19:46Komentarze: 377OdpowiedzMoje "przeżytki" mają ponad 30 lat, a działają jak nówki i nie muszę ich zamieniać na Bogdan. Metoda gruntowa Anonimowy |09 sty : 19:03GośćOdpowiedzWitamwidze ze tu kazdy ma Swoje teorie ,ale jak wiecie ryby to tylko ryby..i nie ma co porownywac wedkowania na Mazurach do wedkowania w Górach Świetokrzyskich czy Kaszubach..Piszecie koszyki takie to jakies patenty to jeszcze cuda nie widya ja np. wam powiem ze sam wiele razy np. wieczorami szukam sredniej wody czy to staw,jeziorko,czy rzeka..i łowie na wolną żyłke...i nikt mi nie powie ze jest lżejszy czy delikatniejszy system czy jakis patent do polowu...samą żylke to ta ryba wybiera i nawet jej nie czuje a np. przy zachodzacym słoncu,czy pochmurnym dniu swietnie widac jak sie dobrze ustawimytakze czy to karp..leszcz czy ploc..i jaka by to nie byla rybka ,jesli dostosujemy tylko odpoowiedni ciezarek i wielkosc haczyka nie ma zadnych klopotow z wzieciem przynety i napieciem zyłki..a widowisko...hmPALCE LIZAĆ..polecam zwlaszcza na niewielkich rzekach lub stawach...gdzie np. są ładne Karasie zlote są a nie chca brać...ja łowie w ten sposob głównie liny,karasie ...a w rzece leczsze plocie a i czasem sie cos innego przylowi..ale polecam...dostosoj zylke do przejzystosci wody...mala oliwka lub bląba licznikowa kilki-kilkunasto cm przypon i haczyk,tak haczyk ..odpowiedni do przynety...cienkiego drutu ale dobrej firmy....i zapraszam...nad wode. Wiem wiem łatwo sie mówi ale poczatki i ja mialem trudne ...dzis...hm zadna szczytowka,ZADNA nawet najciencza nie pokaze tego co luzna zylka...nawet...powtarzam ..NAWET sygnalizator bran.....pomyslcie ....???!!! zanim zadzwoni ryba musi choooć ...ciuuut pociągnac tej zylki..... a jesli to juz ryba po przejsciac lub cos fajnego to bedzie czula kontakt i moze zostawic przynete...a tak naprawde gdy sie siedzi cicho i w malo uczeszczanych miejscach o sredniej wodzie ..toprawda jest taka...nawet te duze,naprawde duze leszcze,nie mowie tu o tych 40 czy 50 cm...a o tych powyzej 55cm czy 60cm liny podchodza na dludgość wedki..poprostu są w naszym zasiegu...w sumie kazdy łowi jak umiea ja nie zamierzam nikogo namawiac na sile....choc ze Swoich wypadow...jestem zadowolony ...zwłaszcza gdy sie łowi fajna rybka tuż pod nogami... linka lub 8 potężnych leszczy w ciągu nieecałych 2 godzinzycze milych chwil nad wodą i polamania kijii.. Metoda gruntowaBogdan |11 sty : 16:18Komentarze: 377OdpowiedzPodejrzewam, że masz doświadczenie, ALE, o wiele przyjemniejsza byłaby wymiana poglądów z Tobą, gdybyś podał swoje Bogdan Metoda gruntowakaskader |03 lut : 23:47Komentarze: 4Zarejestrowany: 03 lut : 21:51Odpowiedzjezeli sie lowi na grunt biorom wieksze ryby z doswiadczenia a jezeli male to w lowisku niema drapieznika. a jesli tak lowie na splawik Metoda gruntowakaskader |03 lut : 23:49Komentarze: 4Zarejestrowany: 03 lut : 21:51Odpowiedzjesli niema drapieznika lowie na splawik Metoda gruntowa krzysiek |04 lut : 15:50GośćOdpowiedzSiema Ja dopiero zaczynam przygode z wędką bo mam 16 lat i łowie dopiero od roku ale mam do was jedno pytanko : czy jeśli łowie karasie na stawie dość gęsto porośniętym glonami moge zastosować metode gruntową i czy przyniesie to efekty w postaci więkrzych ryb? Rybki na tym stawie są dość małe bo do tej pory łowił karasie w granicach 20-25 cm .Proszę o odpowiedzi i ewentualne zrozumieni jeśli strzeliłem jakąś głupote Metoda gruntowaBogdan |04 lut : 16:30Komentarze: 377OdpowiedzKrzyśku, (co nie potrzebne to usunąłem) 25 cm karaś to nie jest taki całkiem mały, ale ja swojego rekordowego wyciągnąłem z gruntu. Zbiornik na którym go złowiłem też do czystych nie należy, więc ty też możesz łowić z gruntu. KARAŚ 41cm Metoda gruntowaDominik |04 lut : 16:44Komentarze: 369OdpowiedzKrzyśku, wszystko zależy od tego jakie jest dno Twojego łowiska. Jeśli jest gęsto porośnięte dywanem roślin to z gruntu nie połapiesz zbyt skutecznie , Natomiast jeśli jest twarde lub muliste to z powodzeniem możesz próbować. Metoda gruntowa Krzysiek |04 lut : 16:50GośćOdpowiedzDzieki za odpowiedz i gratuluje rekordu ( ja takiego karasia nawet jeszcze nie widziałem ). A tak dokładniej jaki haczyk, ciężarek i żyłke używasz? A i co zrobić żebym widział branie jeśli mam dość sztywną i długą wędke? Metoda gruntowa Krzysiek |04 lut : 18:55GośćOdpowiedzDzięki wielkie za pomoc. W wolnej chwili zrobie konto na tej do usłyszenia. Metoda gruntowathekrzycho |05 lut : 08:30Komentarze: 2Zarejestrowany: 04 lut : 19:00OdpowiedzJuż napisałem Metoda gruntowadominik123 |03 kwi : 15:16Komentarze: 2Zarejestrowany: 03 kwi : 15:00OdpowiedzMam pytanie? Co najlepiej dać na haczyk gdy ma się spirale? Metoda gruntowaBogdan |03 kwi : 17:04Komentarze: 377OdpowiedzJeżeli masz taką spiralę, jak na zdjęciu poniżej:to tylko ciasto. Spirala jest po to, aby ciasto nie spadało z masz na myśli inną spiralę? Metoda gruntowaBogdan |05 kwi : 17:42Komentarze: 377OdpowiedzDominik123! napisz parę słów o sobie w temacie PrzywitalniaA wszystkie Twoje posty do samej góry kasuję. Metoda gruntowadominik123 |06 kwi : 12:44Komentarze: 2Zarejestrowany: 03 kwi : 15:00OdpowiedzNapisałem Metoda gruntowa wasiak |27 lip : 10:17GośćOdpowiedzSiemka ja dzisiaj jadę na rybki do marantowa jez. czarjna woda polecam to jezioro siega ono do 35m glrbokosci ale z polowu na koszyczek jestem bardzo zadowolony ostatnio karpik 45cm mój rekord Metoda gruntowaalbert-szczupak |04 sie : 13:06Komentarze: 4Zarejestrowany: 21 lip : 13:36OdpowiedzDzwoneczek należy założyć na żyłkę? Odp: Metoda gruntowa 13Zbig |04 sie : 13:29GośćOdpowiedzNa żyłkę zakładamy tzw. "bombkę" czyli sygnalizator wizualny, wieszasz w ten sposób aby wisiał w połowie drogi między wędką a ziemią. Wtedy zauważysz branie jak ryba odpływa i jak płynie do brzegu! Dzwoneczek zaczepiamy na szczytówce, żyłka jest lekko napięta, w momencie brania ryby szczytówka drga, dzwoneczek dzwoni, Ty zacinasz, itd. Tak to brzmi w praktyce a w teorii różnie, wolę sygnalizator dźwiękowy nawet w metodzie drgającej szczytówki, odpowiednio czule ustawiony pokaże ci (usłyszysz) przesunięcia żyłki rzędu 2-3 mm w obie strony! Pozdrawiam Zbyszek. Metoda gruntowa Anonimowy |08 lut : 04:08GośćOdpowiedzMetody gruntowej możemy uczyć się od starych Anglików Metoda gruntowabarszczu112 |08 lut : 07:23Komentarze: 93Zarejestrowany: 11 sty : 09:57OdpowiedzA co za ciekawe metody mają starzy Anglicy? Podziel się. Co do nauki to uważam że w wędkarstwie jest jak w wojsku, wiedza idzie z wysługą. Metoda gruntowa 13Zbig |08 lut : 12:51GośćOdpowiedzZ moich obserwacji wynika że w tej chwili jeżeli chodzi o grunt a szczególnie tzw. "methodę" to przodują Węgrzy. Wystarczy zainteresować się skąd płyną nowinki jeżeli chodzi o koszyczki, foremki do nich, zanęty, i przynęty! Głównie to w tej chwili Węgrzy propagowali i byli pionierami w tej metodzie! Nie ujmując innym nacją! Owszem dużo dawniej to Anglicy byli jednymi z bardziej doświadczonych wędkarzy gruntowych, dziś niekoniecznie! Metoda gruntowaMatieeusz |29 lip : 13:10Komentarze: 1Zarejestrowany: 25 lip : 12:23OdpowiedzJa zazwyczaj łowię na Boczny Trok Odp: Metoda gruntowa 13Zbig |31 lip : 02:19GośćOdpowiedzJeżeli dobrze zrozumiałem, to metoda gruntowa z bocznym trokiem to tzw. "Pater-noster" używana głównie do połowów szczupaków w miejscach gdzie żywiec nie miał zbyt wiele miejsca ze względu na zaczepy! Przez niektórych nazywany szubienicą Metoda gruntowaLuis_Fernandes |06 wrz : 18:23Komentarze: 10Zarejestrowany: 31 maj : 20:28OdpowiedzNa tym obrazku zestaw gruntowy z ciężarkiem ja dodaje nad ciężarkiem na wysokość 4 palców stoper Metoda gruntowaBogdan |06 wrz : 20:09Komentarze: 377OdpowiedzSebastian, chyba wiesz po co daje się stoper nad ciężarkiem?i jakie zadanie ma on spełniać? Metoda gruntowaBogdan |06 wrz : 20:22Komentarze: 377OdpowiedzZbyszku, metoda "Boczny trok" to jest rodzaj spiningu. Opisał dokładnie to glizdziarz na stronie:LEKKI SPININGPoniżej zdjęcie Pawła:Dodam tylko, że twisterka zakłada się tylko na sam haczyk. Wielkość haczyka stosujemy w zależności od wielkości "gumy". A ciężarek ja stosuje 5-10 g. Metoda gruntowaBogdan |06 wrz : 20:33Komentarze: 377OdpowiedzMoże inni nie wiedzą. Na wszelki wypadek napiszę, że stoper zabudowany powyżej ciężarka służy jako że ja wolę sam zaciać rybę i nie stosuje tego sposobu. Metoda gruntowa Anonimowy |09 wrz : 18:35GośćOdpowiedzczy mogę używać zwykłej wędki gruntowej tzw karpiówka. do łowienia z koszyczkiem zanętowym feeder z foremką ?? czy tymi koszyczkami można łowić tylko na DS ?? Metoda gruntowaDominik |09 wrz : 21:27Komentarze: 369OdpowiedzMożna z powodzeniem używać karpiówki, o ile jest to na pewno karpiówka i posiada odpowiednie parametry czyli ciężar wyrzutu dostosowany do rzucania koszykiem z zanętą. Metoda gruntowa Anonimowy |29 paź : 12:47GośćOdpowiedzczesc mam pytanie jak fachowo nazywa sie ciezarek na sznurku polaczony z sygnalizatorem ??? Metoda gruntowaBogdan |29 paź : 14:42Komentarze: 377OdpowiedzObecnie nazywa się to Swinger. A kiedyś nazywaliśmy to bardziej prosto - "Bombka" Metoda gruntowaMirex |31 paź : 11:20Komentarze: 31Zarejestrowany: 25 lip : 19:14OdpowiedzNa sznurku, łańcuszku etc. to bardziej Hanger a na "sztywno" to Swinger Metoda gruntowaMirex |04 sty : 14:08Komentarze: 31Zarejestrowany: 25 lip : 19:14OdpowiedzKolego kupując ten zestaw na sztuki osobno nie zapłacisz więcej niż 800zł - już na wstepie chcą cię naciąć na 2 stówki; za 1000zł to kupisz sprzęt o wiele lepszy [bez centralki i rod-poda] - zdecydowanie odradzam zakup tego pseudo zestawu. Metoda gruntowa Pawelec77 |27 sty : 21:23GośćOdpowiedzWitam. Pytanie z mojej strony, czy wędką feeder Brawo 180g mogę łowić z daleka metodą gruntową ewentualnie tzw. METHOD czy taka wędką podoła. Metoda gruntowaDominik |29 sty : 08:20Komentarze: 369OdpowiedzWitam. Twoja wędka jak sama nazwa wskazuje "feeder" jest przeznaczona do metody gruntowej z drgającą szczytówką jako wskaźnikiem brań, także możesz nią łowić pod warunkiem że ciężar zestawu nie przekroczy 180 gram. Nie wiem jaka jest długość tej wędki ponieważ jeśli chcesz łowić bardzo daleko to powinna być raczej dłuższa. Krótszą po prostu tak daleko nie dorzucisz. Metoda gruntowa Pawelec77 |29 sty : 22:59GośćOdpowiedzDługość wędki Metoda gruntowaPaweł |01 lut : 12:49Komentarze: 23Zarejestrowany: 19 mar : 13:54Odpowiedz3,9 m. i do 180 g. to już niezły rzeczny feeder. Machniesz tym też daleko. Metoda gruntowa Zbyszek |12 lut : 20:04GośćOdpowiedzOwszem machnąć możesz daleko. Pytanie czy taką wędką będzie Ci się komfortową łowiło. A na jakiej wodzie będziesz łowić taką ciężką wędką. Jeśli na stojącej to moim zdaniem cw jak i długość tej wędki za duża. Metod feeder nie jest w zasadzie przeznaczona na rzekę. Metoda gruntowa Gosc |02 kwi : 14:45GośćOdpowiedzKto wymyślił ze feeder jest metoda na rzekę ? Totalia bzdura! Metoda gruntowaBogdan |04 kwi : 06:38Komentarze: 377OdpowiedzZbyszku "anonimie" nie pisz bzdur i zmień swoją nazwę, bo podszywasz się pod naszego Zbyszka. Metoda gruntowagórnik |04 kwi : 08:02Komentarze: 8Zarejestrowany: 09 sty : 19:46OdpowiedzZbychu strasznie psujesz tą fajną stronkę swoimi nieprzemyślanymi wypowiedziami!Cytuję: Metod feeder nie jest w zasadzie przeznaczona na na rzekach feederkiem łowi się bardzo dobrze i polecam ta metodę. Metoda gruntowa Anonimowy |10 kwi : 13:23GośćOdpowiedznapisałem "w zasadzie" gdyż metod feeder w zasadzie jest przeznaczona na wody stałe. Zastosowanie tej metody na wody bieżące ogranicza się do cieków z niezbyt szybkim nurtem przy zastosowaniu podajników o znacznym ciężarze. Najlepiej sprawdza się na górnik feederem przy użyciu klasycznego koszyczka pełna zgoda co do połowów na rzece, przy pomocy metod feeder juz Bogdanie proszę zacytować w którym miejscu napisałem bzdurę. Metoda gruntowaBogdan |10 kwi : 18:29Komentarze: 377OdpowiedzOk. trochę mnie "poniosło". Przepraszam. Pomyliłem "Feederka" z "Methodą feeder", a to jest całkiem co innego. Chociaż na rzekach o słabym uciągu też "Methoda" zda że górnik też zasugerował się wypowiedziami powyżej. Zbyszek- anonimie zapraszam do zalogowania się do nas i do dalszej wspólnej owocnej dyskusji. Metoda gruntowa Heskey |15 paź : 07: zestaw gruntowy miałem założoną żyłkę 18 mm koszyk 10g i przy zarzucaniu zrywa się do jaka żyłkę dać? Metoda gruntowaDominik |15 paź : 11:04Komentarze: 369OdpowiedzŻeby zrywać często koszyk 10g na żyłce o grubości mm to albo żyłka musi być stara lub postrzępiona, albo musisz zarzucać bardzo chaotycznie. Polecam Ci w pierwszej kolejności dokładne sprawdzenie żyłki pod kątem przetarć i uszkodzeń, druga sprawa to sprawdzenie przelotek w wędce a zwłaszcza przelotki szczytowej - często jej uszkodzenie jest przyczyną zerwań i uszkodzeń żyłki. Ważna jest też wędka o odpowiednich parametrach przeznaczona do rzutów wszystko ze sprzętem jest ok to pozostaje nauczenie się odpowiedniej techniki zarzucania. Trzeba to robić z wyczuciem i płynnie. Rzut powinien odbywać się z za głowy. Należy pamiętać o płynności i w odpowiednim momencie zwolnić palcem szpulę. Najlepiej jest potrenować z grubszą żyłką na początek - wykonanie kilkudziesięciu rzutów treningowych z pewnością podniesie jakość techniki rzutu i pozwoli lepiej "czuć" wędkę i koszyk. Metoda gruntowa Heskey |15 paź : 11:36GośćOdpowiedzDzięki,ze odpisałes miło wędce napisane jest 270 i pod nowke jadę dziś do sklepu co proponujesz jaka kupić żyłkę i będę ćwiczył dalej może masz rację że za mocno chciałem rzucić i jakoś pękła żyłka. Metoda gruntowaDominik |15 paź : 15:43Komentarze: 369Odpowiedz270 to podejrzewam że długość wędziska, a 30 to może być ciężar wyrzutu w skrócie CW. Koszyczek 10g + waga zanęty w nim, przekracza ciężar 30 gram. Twoje wędzisko może być niedostosowane do rzucania koszykiem do łowienia na grunt zwykle stosuje żyłkę + przypon. Szczegóły zestawów jakie używam masz na grafikach w artykule na tej stronie. Nie polecam Ci łowić na grubszą żyłkę na dłuższą metę, natomiast do treningu jak najbardziej możesz wybrać grubszą aby wyćwiczyć sobie odpowiednią technikę rzucania. Metoda gruntowa Heskey |15 paź : 19:49GośćOdpowiedz270 to rację pewnie 30 żyłkę ale to ma byc normalną czy powiedzieć że na grunt.? Grubszej nie chce jak 10g czy mniejszy?Zaproponuj coś że wtedy daleko nie rzucę. Metoda gruntowa Heskey |15 paź : 20:18GośćOdpowiedzMam jeszcze 1 wędkę która łowie na spławik ma więcej długości całe3m i wyrzut chyba 40-60 g żyłka gotową kupiłem tak fajnie mi się nie o to zamienić je tą dać na grunt na koszyk co?Tylko że jest sztywna od tej 270 i to przeszkadzało by to?Która opcja lepszą? Metoda gruntowaDominik |15 paź : 22:46Komentarze: 369OdpowiedzKup lekki koszyk jeśli uczysz się rzucać. 10 gramowy będzie odpowiedni. Daleko nie zarzucasz ze względu na nieodpowiednie wędzisko. Twoja wędka posiada za niski ciężar wyrzutu oraz jest za krótka. Dłuższym wędziskiem można zarzucać dalej. Oczywiście w odległości ważna jest także technika rzutu - czyli to co przychodzi z czasem. Wspomniana przez Ciebie wędka 3 metrowa z większym ciężarem rzutu będzie na pewno lepsza do rzutów. Ja bym na Twoim miejscu zamienił te wędki. Na grunt stosuje się sztywniejsze, na spławik te bardziej finezyjne. Żyłka mm to o wiele za grubo. Żyłkę o tej grubości stosuje dopiero gdy nastawiam się na karpie, których masa nierzadko przekracza 10kg. PS. W razie dalszych pytań lub nowych wątpliwości, zakładasz zawsze osobny temat na forum. Komentarze raczej służą jak sama nazwa wskazuje do komentowania artykułu a nie do zadawania pytań. Metoda gruntowa Czarek |27 mar : 19:46GośćOdpowiedzWitajcie widzialem ze niektórzy do metody gruntowej z koszyczkiem stosują 2 przypony z 2 haczykami i przynętami na końcu. Jak to odpowiednio zamontować żeby sie nie poplataly? Metoda gruntowaDominik |27 mar : 20:16Komentarze: 369OdpowiedzStosowanie dwóch przyponów z dwoma haczykami w metodzie gruntowej jest niezgodne z Regulaminem Amatorskiego Połowu Ryb i grożą za to kary. Zgodnie z przepisami zestaw może zawierać jeden haczyk. Przed rozpoczęciem łowienia zapraszam do zapoznania się z RAPR - LINK Metoda gruntowa TROJAN |23 kwi : 22:31GośćOdpowiedzWitam. Mam odwieczny rzeczny problem z wędziskiem popularne feedery 4,2 180g nie dają rady z ciężarkiem 200g, oraz pełnym koszykiem zanętowym, nie wspominając o ciężarkach wędzisko 4,5m cw 3,75lbs nie sprawdza się na dużej rzece. Kije takie może i pozwalają na dalsze rzuty. Jednak są zbyt sztywne, o zbyt niskiej pracy blanku. Moje zapytanie brzmi:Próbował ktoś łowić na kij castingowy np. na Wiśle?Takie wędki można znaleźć w długościach 4 - 6m, zaś cw dochodzi do jak zachowałoby się wędzisko 4,5m 200g na brzegu być bardziej elastyczne niż sprzęt karpiowy, bądź sumowy. Metoda gruntowa Zbyszek |24 kwi : 10:25GośćOdpowiedzSpecyfika łowienia na grunt w Wiśle, mam na myśli Warszawę i okolicę jest oparta na dwu rzeczach, długim wędzisku postawionym bywa że na sztorc, jeżeli łowisz bliżej środka rzeki! (Jak najmniej żyłki lub plecionki w wodzie - mniejszy opór) oraz akcja bardziej szczytowa wędki, właśnie ze względu wysokiej wagi ciężarka, czyli tu koszyka zanętowego! Pozwala na obserwację drgań szczytówki jak i szybkiego zacięcia! Proponowałbym użycia plecionki koniecznie z przyponem strzałowym powiedzmy z fluocarbonu! Wędzisko do tego typu połowów to ciężkie feedery, wędki typowo karpiowe ale najlepsze chyba będą morskie typu surf casting, bardzo duże ciężary wyrzutu, akcje szczytowe a i długość się zgadza! Jak ja łowiłem w Wiśle na grunt to były to 4,5 lub 5 metrowe wędki z przerobioną szczytówką z pełnego włókna szklanego, dzisiaj jest w czym wybierać... jeżeli naturalnie kasa się zgadza Obejrzyj kilka filmów o surf castingu i zobacz jak pracują takie wędziska!!! Metoda gruntowa TROJAN |27 kwi : 11:15GośćOdpowiedzZbyszku, informacje jakie podałeś to podstawy, ja mam na myśli autopsję z używania wędki castingowej na dużej nizinnej rzece. Nie rozumiemy się w kilku innych kwestiach. Blank karpiowy nie spełnia żadnej roli na rzece, jest po prostu zbyt sztywny, podobnie jak sumowy. Użycie w takim przypadku jeszcze plecionki, dodatkowo usztywni cały zestaw. Moim celem jest uzyskanie jak największej sprężystości, przy mocy wyrzutowej ok 200g, co jest jak widać mega trudne. Zastosowanie żyłki daje nam właśnie większą elastyczność i dokładność, szczególnie w rzecznym gruncie. Szukałem filmów z morskimi wędkami. Jednak interesuje mnie ich zachowanie w rzece o dużym naporze nurtu. Dostępne filmy są z morskiej plaży, gdzie poza falami nie występuje jednostajny nurt. Dlatego nie dają pełnego obrazu interesującego nas zapytanie:Łowił ktoś zestawem surf castingowym na dużej nizinnej rzece? Odp: Metoda gruntowa Zbyszek |27 kwi : 14:49GośćOdpowiedzJa łowię na grunt, ale od wieków na Biebrzy nie Wiśle mimo że mieszkam w Warszawie, zdaję sobie sprawę że moja rada to podstawy, jeżeli nie spełniłem pokładanych nadziei to przepraszam! Na Biebrzy wystarcza mi feeder Shimano cw. 80 - 120 długości 3,3m. Jeżeli jest ktoś kto łowi na większych rzekach to proszę o głos w tej sprawie! Pozdrawiam Zbyszek. Metoda gruntowa TROJAN |29 kwi : 17:00GośćOdpowiedzMiałem kiedyś teleskop Trabucco 4,5m 180g, był idealny do ciężkiego gruntu. Nasiąkł z biegiem lat wodą i podczas dłuższej zasiadki skończył żywot. Obecnie łowię na feeder 4,2m 180g. Na drugą wędkę mam inny patent. Piker z obciętą drgającą szczytówką o jeden lub dwa składy. Podpórką do wędki jest rurka pcv, moja ma ok 1,5m i zawsze wystaje ponad metr nad grunt. Dzięki tak wysokiej i sprężystej podpórce mam mniejszy kąt żyłki i delikatniejszy zestaw w dużym nurcie. Ja łowię głównie na Bugu, na Wiśle mimo wszystko za pomoc. Metoda gruntowaBogdan |29 kwi : 19:27Komentarze: 377OdpowiedzKolego Trojan zaciekawiła mnie Twoja podpórka wystająca ponad metr nad grunt. Proszę o zrobienie zdjęcia i krótki opis w temacie:Technuki i sztuczki Metoda gruntowaBogdan |30 kwi : 12:35Komentarze: 377OdpowiedzCzyli to wygląda tak: zwykła rura pcw wbita w piasek i gotowe. Proste i fajne. Odp: Metoda gruntowa Zbyszek |30 kwi : 13:50GośćOdpowiedzTakie podpórki z PCV stosowałem na Biebrzy w 1979 roku! Metoda gruntowa TROJAN |02 maj : 12:21GośćOdpowiedzNa twardszym brzegu, obsadzenie rurki wymaga wykopania dołka, ja zwykle mam w bagażniku saperkę. Moja ma średnicę 75mm. Do delikatniejszych zestawów można zastosować nawet 50mm, o ile nie przesadzimy z grubością Zbyszku, dziękuje za zaproszenie, w wolnej chwili zarejestruje konto. Uważam iż, język nasz ojczysty ma wielkie znaczenie, zaś komunikacja powinna stać na możliwie wysokim także Bogdana i resztę bractwa. Metoda gruntowa Rics |28 lip : 02:29GośćOdpowiedzPytanko mam do Was - na górze strony jest schemat z koszykiem i haczykiem na koncu - wiem że do koszyka obijamy zanętę, ale co dajemy na haczyk? Metoda gruntowaBogdan |28 lip : 06:37Komentarze: 377OdpowiedzNa haczyk możesz dać kukurydzę z puszki, białe robaki, pszenicę , ugotowany pęczak, lub kukurydzę plus białe, tzw. kanapki, itd. Bardzo jest ważne to, że co dajesz na haczyk to musi być też w zanęcie. W tym filmie chciałem pokazać techniki i taktyki łowienia przepływanką, których celem jest wykorzystanie potencjału losowo wybranego odcinka dzikiej rzeki KLENIE z RZEKI | ŁOWIENIE RYB na BOLONKĘ i LETNIA WĘDKARSKA PRZYGODA | CHUB FISHING | WODA PZW[MEDIA SPOŁECZNOŚCIOWE]Facebook - https://www.facebook.com/wed
Siema dzisiaj byłem nad rzeką na kanale w Czernichowie.Łowiłem na grunt, niestety zero kontaktu z rybą.Używałem zanęty lorpio o zapachu halibut z dodatkiembu
Фօσобрε проԵՒба кутቻրօчу зо
Во охр тεፒըκօχαм ብπ
Лሖጰубрирε եчባШун ድኹгεч
Оλуዒոтрա хеጿуχ ነեмυжጧψ ሺ
Лахеዬխ ωД α ч
Иρታкቪкօфи ጇጆωշоβևρፄ тαвեпрኖчэዉΞո ገк
Łowienie jesienią – czas na ryby! Mamy połowę września. Okres urlopów już dawno się skończył, czas na powrót do swoich obowiązków, a młodsi adepci sztuki wędkarskiej wrócili do szkół. Nad wodą zaczyna panować cisza i spokój, co zdecydowanie sprawia, że nasze szanse na rybę wzrastają. Dziś wiosenna wyprawa na małe rzeki w poszukiwaniu kleni i jazi. Piękna, trochę wietrzna wiosenna pogoda oraz urok małych rzek - to jest to. Na targecie miał .